Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Oczko Buni

Tekst i Foto: Małgorzata Biegańska-Hendryk

Bunia - marzec 2010

Ta historia kończy się dobrze, choć jej początek wcale tego nie zapowiadał. We wrześniu 2009 roku, kiedy wybierałam się właśnie na ostatni rok studiów do Wrocławia, zadzwoniła do mnie koleżanka z Górnego Śląska. Powiedziała, że znalazła malutką koteczkę, około miesięczną, którą odrzuciła matka. Dziewczyna załatwiła dla niej Dom Tymczasowy, ale kicia miała bardzo chore oczko - poproszono mnie więc o radę, gdyż pierwszy weterynarz, do którego mała trafiła, orzekł, że oka nie uda się uratować.

Bunia przed operacją

Niewiele myśląc zdecydowałam, że jeśli mam pomóc w leczeniu oczka musze mieć kicię u siebie. Tego samego dnia, o godzinie 23.00 na dworcu w Gliwicach dostałam małą, burą, wrzeszczącą kulkę, wybitnie niezadowoloną z powodu nocnej podróży pociągiem z Katowic. Gdy przywieźliśmy kicię do domu i obejrzeliśmy spokojnie okazało się, że oczko wygląda fatalnie - nieleczony Koci Katar spowodował powstanie wrzodu na rogówce, który następnie pękł i przez powstałą dziurę zaczęła wybrzuszać się soczewka oka. Kicia miała też pchły i świerzba usznego. Dostała na imię Bunia - zdrobnienie od Melby, konia, na którym wtedy jeździłam.

Bunia z zaszytą powieką

Następnego dnia, po konsultacji z weterynarzami w Gliwicach, umówiłam się na spotkanie z doktorem Jackiem Cymbryłowiczem w Gliwickiej Klinice Weterynaryjnej. Wiedziałam, że to doskonały koci okulista i miałam nadzieję, że nam pomoże. Kotka była MALEŃKA, a tu liczył się każdy dzień. Kiedy doktor zobaczył Bunię, zawyrokował: "Operujemy". Na moje pytanie "Kiedy?" odpowiedział z przekonaniem "Jak to kiedy? Jutro!". Przeraziłam się. Ona była taka malutka, że narkoza dla niej była wielkim ryzykiem. Na szczęście doktor zdecydował się na podanie narkozy wziewnej.

Stefan i mała Bunia

Następnego dnia przywiozłam małą do kliniki i miałam odebrać za dwie godziny. To były najdłuższe dwie godziny jakie pamiętam. Kiedy wróciłam Bunia była już wybudzona z narkozy, choć mało przytomna. Resztę dnia spędziła pod moim swetrem. Doktor zapewniał, że rokowania są dobre, że musimy poczekać 12 dni. Wrzód został ścięty, a powieki oczka zaszyte. Teraz wszystko zależało od Buni - rogówka miała się zalać i zasklepić bliznę. Mała dostawał zastrzyki antybiotykowe i przeciwbólowe. Trzeba było czekać.

Bunia po zdjęciu szwów

Kiedy po zabiegu Bunia była z nami nasz trzyletni kocur Stefan postanowił zaopiekować się dzieckiem. Już wcześniej zdarzało mu się zajmować kociętami, ale tym razem przejął się niesamowicie. Może wiedział, że z jednym okiem Bunia radzi sobie gorzej? Nie zawsze omijała przeszkody, miała też kłopoty z oceną wysokości. Stefan uczył ją, mył, pokazywał zabawki. Bardzo się przejmował losem małej. Czekaliśmy na efekty.

Boże Narodzenie 2009

W umówionym terminie stawiłam się na zdjęcie szwów. Doktor otworzył małej oczko a ja zdębiałam - oko było białe. Na szczęście Doktor uspokoił mnie, że to tył oka, bo nieużywana gałka oczna opadła w dół i teraz musi się dopiero "nastawić na światło". Na szczęście okazało się, że rogówka ładnie się zasklepiła i pozostała tylko niewielka blizna. OCZKO BYŁO URATOWANE !!!

Luty 2010

Przez dwa kolejne dni oczy małej poruszały się niesynchronicznie, ale już wiedzieliśmy, że będzie dobrze. Leczenie było zakończone. Trzeba było zacząć szukać Domu Stałego. Bo przecież u nas była tylko "na Tymczasie". Wystawiłam ogłoszenie, ale cały czas coś mi nie pasowało. Odwiedziliśmy nawet jeden dom w Gliwicach, gdzie Bunia miała być towarzyszką dla dużego psa. Jednak zwierzaki się nie polubiły. Gdy wróciliśmy do siebie późnym wieczorem, wyjęłam wciąż maleńką kicię spod kurtki, a ona zobaczyła przed sobą Stefana. Pobiegła do niego z taką radością, a on zaczął ją lizać. Wtedy już wiedzieliśmy, że Bunia właśnie znalazła Dom Stały - z nami.

Bunia jako mama zastępcza

Dziś Bunia ma prawie rok. Wyrosła na piękną kocicę, w czerwcu została wysterylizowana. Jej oko, choć nie jest w 100% sprawne, to jednak funkcjonuje. Czasami kicia ma kłopoty z oceną wysokości, ale muchy łapie bezbłędnie. Jest niezwykle kochanym i miłym stworzeniem - pomaga nam w opiece nad maleńkimi kociakami, które bierzemy do Domu Tymczasowego. Choć sama nigdy nie miała kociąt, to jednak doskonale wie jak zajmować się maluchami. No i jest ukochaną towarzyszką Stefana - dzięki niej nasz kocur wreszcie przestał się nudzić. Nie wyobrażamy sobie już naszego domu bez Buni :)

Roczna Bunia i Stefan