Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Tris - puchatek z działek

Tekst i Foto: Małgorzata Biegańska-Hendryk i Monika Ślęzakiewicz

Część 1 - Mały dzikus

Mały wypłosz

O małej Tris dowiedziałam się od znajomej. Malutka puchata kicia została złapana jesienią 2009 roku w kompleksie ogródków działkowych w Kątach Wrocławskich, skąd została przewieziona do Wrocławia. Trzeba było znaleźć jej dom. Miała ponad 3 miesiące, a nie wyglądała nawet na 2: wychudzona, zasmarkana, skołtuniona. I przede wszystkim śmiertelnie przerażona - jedyne co było w niej widać to ogromne, wytrzeszczone przez strach oczy.

Stąd pochodzi

Nie planowałam brać jej do siebie - ale tego nigdy się nie planuje. Po prostu "tak wyszło" i Tris (nazwana tak od trójkolorowej sierści) trafiła do naszego Domu Tymczasowego. Infekcję udało się opanować dość szybko, gorzej było z wychudzeniem i strachem. Tris wychowała się w stadzie półdzikich kotów, ludzi nie kojarzyła z niczym dobrym. Łatwo zaakceptowała nasze koty, uznając je za towarzyszy, ale przed ludźmi wciąż uciekała w panice.

Zabawy w Domu Tymczasowym

Zaczęło się oswajanie - powoli, po kawałeczku, poprzez smakołyki, zabawę, obserwację innych kotów które przecież podchodziły żeby się przytulać. Aż wreszcie mała odważyła się podejść sama, wdrapała się na fotel i zasnęła pomiędzy mną a oparciem - bałam się ruszyć przez dobrą godzinę, aby jej nie spłoszyć… To był pierwszy krok. Kiedy widzieliśmy, że się przełamuje, stwierdziliśmy, że czas poszukać jej domu. Koniecznie domu z kotem - bo właśnie koty były jej najbliższe.

Nie ukrywam, że wybór nie był prosty. Dzwoniło wiele osób, bo koteczka była na swój sposób piękna. No i zapowiadała się na cudną, półdługowłosą kocicę (o jakże się pomyliliśmy - po długim futrze nie zostało nawet wspomnienie gdy dorosła :P). Przy wydawaniu takich kotów zawsze jest ryzyko, że nowy właściciel okaże się nieszczery, nie dopilnuje sterylizacji i zacznie rozmnażać kotkę dla zysku. Bardzo chciałam tego uniknąć. Na szczęście trafiłam na Monikę. Tyle tylko, że kicia była we Wrocławiu, a jej przyszły dom w Katowicach. Trzeba było poczekać, załatwić przejazd, dokończyć leczenie. Usłyszałam "Nie szkodzi, poczekamy ile będzie trzeba…". I tak właśnie się stało :)

Gosia B

Część 2 - Nowy Dom dla Tris

Koty? Eeee, koty są beee…

Tris i Franek

I tak, najpierw, miałam okazję poznać jedno futro, drugie, trzecie i co się okazało? Okazało się, że koty wcale nie są takie beee. A zdanie "wcale nie są takie beee" zostało zamienione na najprawdziwszego kota, którego zażyczyłam sobie na urodziny. I tak pojawił się w naszym życiu Franek. Wiele radości, wiele miłości, ale jednak - czegoś jeszcze brakowało.

Hm, nie. Drugi kot to przecież kłopot, dwa razy więcej wydatków, szaleństwo. Jednak doszliśmy do wniosku, że drugi kot, to przede wszystkim kompan dla Franka, że to będzie kot nie dla nas, tylko dla niego.

I tak zaczęło się wstępne szukanie na allegro kociaka. Wybór - jak zwykle - ogromny. Do wyboru, do koloru. I zobaczyłam JĄ: małą, zabiedzoną, puchatą. Nie była żadną pięknością, wręcz przeciwnie, ale w tej całej swojej biedocie, wiedziałam, że właśnie JĄ chce!

Zadzwoniłam do narzeczonego: "Bierzemy? - Bierzemy!"

Szczęśliwa w swoim domu

Szybki kontakt z Gosią, że zaklepujemy, i że już się nie możemy doczekać. Trochę to trwało, bo mała była jeszcze za mała i w trakcie leczenia. No i daleko od nas. Zostało nam wielkie odliczanie. Po ok. miesiącu odebraliśmy Tris. Była taka malutka, taka pluszowa. Zabraliśmy ją do domu. Mała usnęła od razu, Franek miał wtedy możliwość wywąchania ją w 100%.

Tris, jako kociak, była bardzo płochliwa i bała się praktycznie wszystkiego. To nie był kot na kolana, nie do głaskania. Często śmialiśmy się, że przynajmniej nadrabia urodą (bo wyrosła naprawdę na przepiękną kotkę). Poza tym była kociakiem bezproblemowym. I zaprzyjaźniła się z Frankiem, a to było dla nas najważniejsze.

Dorosła Tris

I nagle wszystko się zmieniło! Zaczęła sama przychodzić, wchodzić na kolana, wypinać głowę i pupę do głaskania. Mruczy przy tym, miauczy, zawodzi. Gaduła straszna. I najlepsze - zaczęła sobie ustawiać Franka, na to czekaliśmy chyba najbardziej :). Dziś to już dorosła pannica po sterylizacji - pełnoprawny członek rodziny.

Dodam jeszcze, że Tris to nasz tygodniowy budzik. O 6:45, codziennie, wisi na drzwiach z sypialni i wyyyyyjeee! Bo przecież ileż można spać? Co z tego, że jest sobota? Co z tego, że mamy święta? Przywykliśmy do tego i powiem szczerze, ciężko byłoby nam się od tego odzwyczaić.

Z niebywałą radością wracamy z pracy, z nieco mniejszą wstajemy o 6:45 :), z miłością drapiemy po szyi. Tris nauczyła nas cierpliwości i systematyczności, a także uzmysłowiła, że na miłość kota naprawdę trzeba sobie zasłużyć.

Monika