Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Kiwi - życie z kotem niesłyszącym

Tekst i foto: Małgorzata Biegańska-Hendryk 1 marca 2011

Kiwi była dla nas terapią po śmierci maluszka, którego przygarnęliśmy jesienią 2010 roku. Niestety mała Wini umarła tuż przed Bożym Narodzeniem. A była kotkiem niezwykłym - mała i drobna, wcześniej dwa razy uciekała śmierci. I co najważniejsze - była kotkiem upośledzonym. Miała uszkodzony mózg, a konkretnie ośrodek równowagi. Jej śmieszny chód i wiecznie niestabilna główka zaliczały ją do grona tzw. "kiwaczków", czyli kotów kiwających się. Wini odeszła, a nam został pusty dom, którego nie potrafiły wypełnić nasze dwa pozostałe dorosłe futra. Zaczęłam szukać kota z podobnymi problemami wierząc, że może jeszcze gdzieś taki na mnie czeka. I znalazłam - małą Kiwi we Wrocławiu…

Kiwi została zabrana z wrocławskiego schroniska gdy miała ponad 3 miesiące. Dwa kolejne spędziła w Domu Tymczasowym, pod opieką troskliwych ludzi i w stadzie kotów. Kiwi również jest "kiwaczkiem", na co byliśmy całkowicie przygotowani. Nie przewidzieliśmy tylko jednego - prócz zaburzeń równowagi mała jest również głucha…

Dla kota słuch jest bardzo ważnym zmysłem. Pomaga sprawnie polować, a także ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Jeśli z jakichś powodów kot żyjący na wolności utraci słuch, zazwyczaj dość szybko ginie. Nie jest bowiem w stanie usłyszeć np. podbiegającego psa, nadjeżdżającego samochodu, a także skutecznie zdobywać pożywienia.

Jednak niesłyszące koty domowe bardzo dobrze potrafią dostosować się do nowej sytuacji i z czasem radzą sobie coraz lepiej mimo utraty ważnego zmysłu. Opiekun głuchego mruczka musi mu jednak ułatwić życie i postępować w odpowiedni sposób.

Tyle pisze na ten temat vetopedia.pl. A jak się ma do tego praktyka?

Do naszego domu Kiwi trafiła w styczniu 2011 roku, mając 6 miesięcy. W tym wieku kot ma już zwykle wyrobione pierwsze nawyki, wie jak wysoko potrafi wskoczyć, czym lubi się bawić, gdzie się chować… Jak oduczyć pewnych niechcianych zachowań kota, który nie słyszy? Jak się z nim bawić? Jak zawołać po powrocie do domu, by sprawdzić gdzie jest? Początki były naprawdę trudne.

Mam wokół siebie koty od 10 lat. W związku z tym posiadam też masę nawyków takich jak "kicianie", "wołanie", "gwizdanie". Nasze koty reagują na imiona, wiec zawołane przybiegają sprawdzić, czego od nich chcemy (no, Bunia czasem opornie, ale Stefan praktycznie zawsze). Jestem przyzwyczajona, że nasze futra witają nas przy drzwiach, gdy wracam do domu. A tu nic. Kiwi śpi jak zabita, bo nie słyszy, że ktoś przyszedł. Ciężko ją obudzić bez przyprawiania o zawał, bo w tym celu trzeba ją dotknąć, a to zawsze śpiącego zwierzaka zaskakuje.

Trudniejsza jest też zabawa z kotem niesłyszącym, bo zwierzak nie potrafi lokalizować zabawki inaczej niż wzrokiem. Dlatego myszka czy wędka musi cały czas pozostawać w jego polu widzenia. Rzucanie piłeczek musi być bardzo precyzyjne. Trzeba też nauczyć się gdzie są ulubione kryjówki kociaka, aby potem nie szukać go bezproduktywnie po całym domu. Do tego wszystkiego trzeba się przyzwyczaić.

Pozostaje jeszcze jedna kardynalna zasada - MIEJ OCZY DOOKOŁA GŁOWY!!! Kot niesłyszący nie usłyszy zagrożenia. A wbrew pozorom dom też może być niebezpieczną pułapką. Ciężki przedmiot lecący z góry, gwałtownie otwierane lub zatrzaskiwane drzwi czy szuflady, przesuwane z impetem masywne meble. To wszystko oznacza dla głuchego zwierzaka zagrożenie. Są też oczywiście zalety, jak np. zupełny brak zainteresowania odkurzaczem czy wiertarką, które przecież niejednego kota przyprawiają o atak paniki. Na Kiwi nie robią żadnego wrażenia.

Zabawa ze Stefanem

Czy po takim wstępie ktokolwiek jeszcze zechce przyjąć niesłyszącego kota pod swój dach? Mam nadzieję, że tak, bo niesłyszące koty w swoim "kalectwie" są niezwykłe. Przede wszystkim dlatego, że są to zwierzaki CAŁKOWICIE BEZSTRESOWE. Z czego to wynika? Moim zdaniem z tego, że słuch jest pierwszym zmysłem, który "uruchamia się" u nowo narodzonego kociaka. Malec jeszcze nie widzi a już słyszy. Stąd słuch jest u niego głównym zmysłem ostrzegającym o zagrożeniach. A skoro nie ma ostrzeżeń to nie ma i niebezpieczeństwa. Dlatego koty głuche niczym się nie przejmują i niczego nie boją. A to czyni z nich wspaniałych towarzyszy. Taki zwierzak brak słuchu nadrabia innymi zmysłami - przede wszystkim węchem. Dlatego nie ma sensu irytować się, że nasz futrzany towarzysz musi powąchać absolutnie wszystko i wszystkich i to bardzo intensywnie. To jego sposób na poznanie świata.

A jak z relacjami z innymi kotami? Przecież te zwierzaki to gaduły, które głosem wiele sobie przekazują. Otóż Kiwi udowodniła nam, że to również nie jest przeszkoda. Idealnie opanowała język kocich gestów (a obecnie uczy się też naszych, co pozwala nam wypracować podstawową komunikację "migową") co pozwoliło jej na szybciutkie wpisanie się w nasze stado. Komiczne było oglądanie Stefana, który początkowo na nią warczał, i małej, która kompletnie nic sobie z tego nie robiła, bo przecież go nie słyszała. Za to położone uszy czy podniesioną łapę odczytywała bezbłędnie i z zawiedzioną miną odchodziła rozumiejąc, że z zabawy nici.

I co najciekawsze - sama Kiwi "mówi". Miauczy, burczy, skrzeczy. Nie wiemy czy sama siebie słyszy, na pewno odczuwa jakieś wibracje. Niemniej jednak dźwięki wydaje w sposób celowy - inaczej gdy jest zdenerwowana bo zbyt długo ją trzymamy, a inaczej kiedy jest sama w pokoju i woła innego kota do zabawy. No i mruczy. Ciągle, nieustannie, przy każdej okazji. Mruczy bez opamiętania.

Jeszcze wiele przed nami. Za jakiś czas czeka nas sterylizacja, a potem długie lata z Kiwi i jej specyfiką. Dziś mogę już powiedzieć szczerze, że choć w pierwszym momencie jej głuchota mnie przeraziła, teraz nie zamieniłabym jej na najfajniejszego słyszącego kota. Życie z kotem głuchym nie jest tak uciążliwe, jak można by przypuszczać. Jest za to absolutnie niezwykłe. A Kiwi to po prostu "edycja kolekcjonerska".