Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Serce Balbinki

Z kocim nieszczęściem spotykamy się każdego dnia. I zawsze robimy wszystko, co tylko możemy, aby uratować każdy koci żywot. Niestety czasami natura jest silniejsza i tak było właśnie tym razem... Przeczytajcie o Balbince, bo choć ta historia nie kończy się dobrze, to udowadnia, że warto pomagać nawet w przypadkach beznadziejnych.

Tekst i foto: Małgorzata Biegańska-Hendryk 31 sierpnia 2011

Mała Balbinka

O Balbince dowiedziałam się w okolicach Bożego Narodzenia 2010 roku. Dwa małe kociaki razem z mamusią siedziały na śniegu przed budynkiem w Gliwicach. Trzeba je było pilnie zabrać, bo zima to nie czas dla małych kotków. Pojechałam i faktycznie znalazłam dwa urocze buraski. Moja przyjaciółka zaoferowała dla nich Dom Tymczasowy, więc spokojnie mogłam łapać maluchy, bo miały dokąd pójść. 29 grudnia wówczas trzymiesięczna Balbinka i jej brat Maniuś trafiły do Domu Tymczasowego, a ich mamusia na sterylizację.

Zdjęcie RTG

Kociaki były zziębnięte i przestraszone, ale wyglądały dość dobrze, Tylko w Balbince coś mi jakby "trzepotało" - nie oddychała równo, w jej klatce piersiowej nie było równego rytmu. Od razu zabrałam ją do weterynarza. Pierwsze badania, drugie, trzecie, USG serca i diagnoza - wrodzona wada serca. U małej nie wykształciła się prawidłowo zastawka trójdzielna, serce nie pracowało normalnie. Moje pytanie "jak to leczyć?" wywołało konsternację na twarzach lekarzy - bo u kotów wady serca są niezwykle rzadkie, praktycznie się nie zdarzają. A skoro ich nie ma, to nie ma też leków, karm, badań, nie wiadomo jak się takim zwierzakiem zająć... Mimo wszystko postanowiliśmy szukać dla niej domu.

Ale dom się nie znalazł. Nikt nie chciał chorego malucha. Za to moja przyjaciółka tak się przyzwyczaiła do małej, że przygarnęła ją na stałe. Ale wszyscy wiedzieli, że ta kicia długo nie pożyje. Nie nadawała się do sterylizacji bo narkoza by ją zabiła, dlatego otrzymywała zastrzyki hormonalne. Kicia rosła, ale jej serce nie, pracowało coraz ciężej. Mimo to Balbinka bawiła się, biegała, zaczepiała inne koty w domu (2 starsze rezydentki) oraz opiekuńczą suczkę, którą bardzo polubiła. Była szczęśliwym kotem z własnym kawałkiem miejsca na świecie.

Załamanie nadeszło pod koniec lipca - kotka zaczęła się dusić, w płucach pojawił się płyn. Opiekunka podjęła wszelkie możliwe kroki, ale było wiadomo, że jest niedobrze. Serduszko kici poddało się ostatecznie 29 lipca - niezbędna była decyzja o eutanazji, aby nie przedłużać cierpień kotki.

Balbinka żyła 10 miesięcy. I choć nie było to długie życie, to jednak mogła je przeżyć w spokoju - najedzona, bezpieczna, zaopiekowana. Nie musiała umierać sama, przestraszona, w ciemnej piwnicy lub przy bezsensownym porodzie kolejnych kociąt, które zginęłyby bez matki. Jej historia uczy nas, że warto pomagać każdemu - nawet jeśli wiemy, że nie wygramy...

Wszystkim, którzy pomogli nam walczyć o Balbinkę bardzo serdecznie dziękujemy. A w szczególności dziękujemy Kasi, która dała jej ciepły i kochający dom. O Balbince zawsze będziemy pamiętać. Pełną historę kotki można znaleźć tutaj.