Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Tercja

Tekst i foto: Wima

Trafiła do mnie ze schroniska na "tymczas" razem z Kiką. Kika urocza, zdrowa i przyjacielska szybko znalazła dom. Tercja, urocza trikolorka, okazała się koteczką dziką i chorą. Wraz z kotem dostałam kilka zastrzyków i tabletek, które miałam jej podawać. Zadanie okazało się niewykonalne, kotka broniła się ze wszystkich sił, gryzła, drapała, prychała. Miałam wrażenie, że składała się tylko z zębów i pazurów. Wzywałam pomocy do odławiania kota, czyli wyciągania zza kanapy, spod wanny lub szafki w kuchni i trzymania podczas kłucia lub wciskania tabletek do pyska. Po kilku próbach poddałam się. Koteczka powędrowała do kliniki, gdzie w klatce dużo łatwiej można było podawać jej leki.

Wyzdrowiała, ale charakterek pozostał. Dalej mieszkała w ukryciu, z dala ode mnie, pod wanną, pod szafkami w kuchni. O tym, że jest w domu świadczyła znikająca karma. Każda próba kontaktu kończyła się fiaskiem. Po paru tygodniach okazało się, że koteczka nie jest wysterylizowana. Do dziś pamiętam, ale nie potrafię opisać, co przeżyłam przy jej łapaniu i transporcie do weta. Do dzisiaj też mam blizny. Czułam, że poskramiam dzikie zwierzę.

Minął rok, gdy Tercja uznała, że czas wyjść z ukrycia. Nie było mowy o głaskaniu, o tuleniu się, nawet o leżeniu na jednym łóżku. Kotka jednak obserwowała moje relacje z Tymonem. Potem sama przychodziła do Tymona, kładła się obok niego i obserwowała. Mijały kolejne miesiące, małymi kroczkami postępował proces udomawiania kotki.

Po trzech latach mogę już zbliżyć twarz do Tercji, cmoknąć ją w czoło, mogę ją wziąć na ręce i wytrzymuje już całe 30 sekund :-/ Nadal na widok obcych ucieka, obserwuje z daleka i dopiero po chwili podchodzi i "tuca" głową zaglądając w oczy. Boi się dalej gwałtownych gestów, głośnych dźwięków, nie zmienia to jednak faktu, że mocno ją kocham.