Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Rózia - ofiara ludzkiej głupoty

Tekst i foto: tech. wet. Małgorzata Biegańska-Hendryk 1 sierpnia 2014

Rózia po znalezieniu

Choć wydawało nam się że już tysiąc razy prosiliśmy o zabezpieczanie okien w domach z kotami okazuje się, że dla niektórych ta wiedza nadal jest niedostępna i nieprzyswajalna. Świadczy o tym historia Rózi - kotki, którą cudem udało się uratować od śmierci...

Rózia została znaleziona przez karmicielkę w Gliwicach na początku lipca 2014. Ktoś przyniósł ją w miejsce, gdzie regularnie zbierały się dzikie koty na karmienie i położył obok misek. Kotka była wówczas w tak złym stanie, że sama nie mogła utrzymać się na nogach. Być może ten, kto ją tam zaniósł, wiedział, że niebawem pojawi się osoba opiekująca się kotami i zapewne spróbuje pomóc. Może tylko taka opcja przyszła tej osobie do głowy. I prawdopodobnie było to pierwsze wydarzenie z długiego łańcucha, który uratował Rózine życie...

Rózia, w chwili znalezienia, była skrajnie wycieńczona i wychudzona. Miała zaledwie 8 miesięcy a wyglądała na 4. Nie mogła samodzielnie jeść, była odwodniona a do tego cierpiała z powodu niewydolności oddechowej. Krótko mówiąc dusiła się przy każdej próbie zrobienia kroku. Ze względu na jej ciężki stan wzięłam Rózię do siebie, aby móc czuwać nad jej stanem dzień i noc. Zamieszkała w małej klatce na mojej pralce, podawaliśmy kroplówki, leki, staraliśmy się zrobić wszystko aby kicia poczuła się lepiej. I rzeczywiście, po 3 dniach kotka wyraźnie odżyła, jednak duszność nadal się utrzymywała. Stąd zapadła decyzja o wykonaniu zdjęcia RTG klatki piersiowej aby poznać przyczynę problemu.

Ulgowa pozycja ułatwiająca oddychanie
Wizyta weterynaryjna

Efekt zmroził nam wszystkim krew w żyłach. Okazało się, że Rózia ma rozerwaną przeponę, a jej narządy wewnętrzne z jamy brzusznej przemieściły się wyżej, uniemożliwiając normalne oddychanie - jej wątroba była w miejscu serca, uciskając płuca. Fachowo nazywa się to przepukliną przeponową, która może powstać z dwóch powodów:

  • może być wrodzona,
  • może ją wywołać silne uderzenie lub upadek w dużej wysokości.
Kolejna wizyta w lecznicy
Przepuklina przeponowa

O tym, że w przypadku Rózi mamy do czynienia z drugą opcją mieliśmy się przekonać niebawem...

Na razie trzeba było pilnie ratować życie kici. Pomimo złego stanu ogólnego wspólnie z lekarzami podjęliśmy decyzję o natychmiastowej operacji. Rózia zniosła ją ciężko, kilka razy dusiła się na stole operacyjnym, była podpięta pod tlen a chirurg robił wszystko co mógł aby ją ratować. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i po dobie spędzonej w lecznicy Rózia wróciła pod moją opiekę.

Jednym z zaleceń było ograniczanie ruchu kici tak, aby szwy założone na przeponie miały szansę dobrze związać. Ponadto rana pooperacyjna obejmowała prawie cały brzuszek, więc tym bardziej kotka nie mogła się forsować. Przez blisko 2 tygodnie całe dnie spędzała w niedużej klatce, co pozwoliło na dobre wygojenie ran.

Widoczna blizna po operacji
Rekonwalescencja w domu tymczasowym

Kiedy wreszcie nadszedł dzień ściągania szwów Rózia była przeszczęśliwa - praktycznie od razu zaczęła brykać i bawić się z innymi kotami przebywającymi u mnie na tymczasie. I właśnie wtedy, przy pierwszych gonitwach, okazało się, że to nie koniec naszych problemów. Rózia zaczęła bowiem utykać na tylną lewą nóżkę....

Nie czekając na dalszy rozwój wypadków natychmiast pojechałam do lecznicy. Kolejne zdjęcie RTG i kolejna diagnoza: tym razem brzmiąca: "stare złamanie gruzowe przynasady bliższej lewej kości udowej". Nieoperacyjne, niemożliwe do powtórnego naprawienia. W czasie gdy my walczyliśmy o jej oddech, Rózia cały czas miała złamaną nóżkę. Siedziała na niej grzecznie, w swojej ciasnej klatce, nie skarżąc się ani przez moment. A jej organizm, próbując poradzić sobie ze zniszczeniami, sam "naprawił" kość. Niestety krzywo... Zrost, który nastąpił, okazał się zbyt stabilny, aby podejmować decyzję o ponownym łamaniu nogi. Zwłaszcza, że Rózia nauczyła się na niej chodzić. Utyka, ale sobie radzi. Szkoda tylko, że to wszystko, co wycierpiała, zdarzyło się z winy człowieka...

RTG złamania

Rózia jest kotem w 100% domowym. Miziastym, ufnym, nakolankowym, kochającym ludzi i inne zwierzęta. Wychowała się w domu, doskonale wie do czego służą sprzęty takie jak kuweta czy drapak ale też łóżko i lodówka w której są smakołyki. Mówiąc krótko: dorastała w mieszkaniu. W mieszkaniu na wysokim piętrze, z niezabezpieczonym oknem z którego wypadła. Świadczą o tym wszystkie obrażenia, których doznała - zarówno rozerwana przepona jak i sposób złamania tylnej nogi. To nie mogło wydarzyć się inaczej! Ktoś jej nie dopilnował, ktoś zaniedbał zabezpieczenia, może pomyślał, że kot przecież "spada na 4 łapy"... Jeszcze dzień lub dwa i nie byłoby kogo ratować - Rózia zmarłaby z powodu niewydolności oddechowej i wycieńczenia. A tego wszystkiego można by uniknąć, gdyby w jej pierwszym domu w oknie była siatka...

Zapytacie: co dalej z Rózią? No cóż - jeszcze trochę przed nami. Mała została odrobaczona i osiągnęła już prawidłową wagę. Teraz czeka nas szczepienie, a na początku września sterylizacja. Po niej Rózia będzie mogła zamieszkać w nowym, kochającym domu, za którym już teraz się rozglądamy. To niezwykle przyjacielska dziewczyna, która super dogaduje się z innymi zwierzakami - dlatego chętnie będzie dzieliła nowe miejsce z innym kotem. Oczywiście, ze względu na jej chorą nóżkę, dom musi być niewychodzący. No i z zabezpieczonymi oknami - od tego nie ma odstępstwa!!!

Mam nadzieję, że ta historia spowoduje, że ktoś, kto do tej pory nie zabezpieczył okien w domu z kotami, zajmie się tą sprawą jak najszybciej. To my odpowiadamy za zdrowie i życie naszych zwierząt - jesteśmy za nie w 100% odpowiedzialni i ABSOLUTNIE NIC nie usprawiedliwia naszego niedbalstwa w tej kwestii. Nie pozwólmy aby los Rózi podzieliły inne koty. Tylko osiatkowane okno lub balkon to miejsce bezpieczne!

Osoby zainteresowane adopcją Rózi proszone są o kontakt ze mną: Małgorzata - 606 250 315, gosia_bieganska@o2.pl. Chętnie umówię się na wizytę przedadopcyjną z możliwością poznania naszej małej bohaterki w moim domu.

Jeśli ktokolwiek chciałby pomóc w utrzymaniu Rózi w moim domu tymczasowym lub też zechciał pokryć (choćby częściowo) koszty planowanego szczepienia oraz sterylizacji - bardzo proszę o wpłatę na fundacyjne konto:

Fundacja Kocie Życie
ul. Mochnackiego 17/6
51-122 Wrocław
Tytuł: "Darowizna na cele statutowe"
Nr konta: 30 2490 0005 0000 4500 8315 1633

Za każdy grosz, w imieniu dziewczynki, z całego serca dziękuję!