Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Kiermasz w ARomaTach

Tekst i zdjęcia: Małgorzata Arendt 7 lutego 2015

Kawiarnia ARomaTy przy pl. Staszica 12 we Wrocławiu to nie tylko miejsce, gdzie możecie wstąpić na kawę z pysznym ciastkiem, czy może przekąsić coś na ciepło. Tutaj dzieje się dużo dobrego. Tutaj w wymierny sposób pomaga się zwierzętom. Jesteśmy wdzięczni za to, że udostępniono nam na cały dzień te piękne wnętrza. Jesteśmy wdzięczni również za to, że po raz kolejny mogliśmy się tu z Państwem spotkać oraz że przybyli Państwo tak licznie, hojnie wspomagając nasze zwierzaki. Pięknie dziękujemy wszystkim tym, którzy w pocie czoła przygotowali wszelkiej maści gadżety, wiemy ile wysiłku i serca w nie włożyliście. Bez Was wszystkich nie udałoby się zorganizować kiermaszu. Dziękujemy Przyjaciołom i wolontariuszom za wszelkie okazane wsparcie.

Jest 7 lutego 2015 i zbiegają się w czasie dwa wydarzenia: kawiarnia otwiera swoje podwoje po remoncie, a my dzięki uprzejmości Właścicieli ARomaTów organizujemy tu fundacyjny kiermasz. Innymi słowy, podwójne święto. Start o 10, więc trzeba się uwijać, żeby rozłożyć (na przepięknym stole wspartym na lwich łapach) jak najwięcej gadżetów, bo część odwiedzających przyjdzie zaraz po otwarciu. Ogólnie jest więc ruch w interesie. Z witrynki w kawiarni "spoglądają" na nas smakowite ciasta i tiramisu, w powietrzu unosi się zapach kawy. Na stole lądują koty-skarpeciaki, hit kiermaszu. Za nimi przepiękne ręcznie robione lalki, filcowe breloczki, podkładki pod kubki, poduszki sowy, ręcznie robione wędki dla kotów, myszy polarowe i kartonowe eko-myszy, biżuteria, książki no i oczywiście fundacyjny kalendarz, koszulki i torby. Tyle wspaniałych rzeczy, że aż trudno je wszystkie wymienić. Z czasem pojawią się inne przedmioty, darowane na rzecz kotów przez odwiedzających. A i nie zapominajmy o rogalikach, ciasteczkach, babeczkach, pieczonych przez naszych Przyjaciół i wolontariuszy po nocy, tudzież nad ranem. Przy stole z gadżetami gęstnieje tłum... Jest wspaniale, nie przesadzę pisząc, że ekstatycznie. Towar znika, odwiedzający buszują w gadżetach, wzrokiem mierzą koszulki, przymierzają fundacyjne torby, czy aby dobrze leżą. Wertują fundacyjny kalendarz i książki. Na parapecie rośnie kupka karmy dla kotów, zbieranej przy okazji kiermaszu. Mają miejsce dramatyczne wybory: ten kot skarpeciak, czy tamten. Oba piękne, więc wybór trudny. I którą wędkę wybrać, i którą mysz. A podkładek ile wziąć? Ktoś nurkuje pod stół, bo tam postawiłyśmy pojemnik z podkładkami filcowymi i drugi, z polarowymi myszami. Tyle dóbr, że aż nie mieszczą się na stole. Część odwiedzających kiermasz pozostaje na kawie, część odwiedzających ARomaTy po remoncie pozostaje na kiermaszu. Wszyscy zadowoleni, bo nie dość, że syci, to jeszcze biorą udział w czymś dobrym. Pomagają naszym podopiecznym. Kawa pachnie jeszcze bardziej intensywnie, ludzie rozmawiają o kotach, o życiu... Stary zegar odmierza czas, fundacyjna portmonetka pęcznieje, karma nie mieści się już na parapecie i znowu trzeba jej kolejny rzut zanieść do samochodu. Bardzo udana sobota.

Liczby mówią same za siebie: dzięki Państwa wsparciu udało nam się zebrać 2721,00 zł i 64,55 kg karmy. Rezultat zapierający dech w piersiach. Dziękujemy!