Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Jak zostałam wolontariuszką

Tekst l foto: Małgorzata Arendt 12 marca 2015

Wolontariuszki

Wolontariuszem nie zostaje się z dnia na dzień... Tak przynajmniej było w moim przypadku. Musiałam dojrzeć wewnętrznie do pełnienia takiej funkcji. I kiedy dostałam propozycję wstąpienia w szeregi Kociego Życia, zrobiłam to z pełną świadomością.

Z rozbawieniem wspominam sytuację, kiedy jakiś czas temu rozmawiając z wolontariuszką "konkurencyjnej" fundacji zaoponowałam, gdy ta spytała czy też jestem wolontariuszem. Na moje stwierdzenie, że jestem tylko przyjacielem, dziewczyna poklepała mnie po plecach mówiąc, że ona też zaczynała tylko od prowadzenia profilu fundacji na FB. Wtedy pierwszy raz zdałam sobie sprawę, że "wpadłam". A początki były takie: podglądając stronę internetową Kociego Życia, nieśmiało zaczęłam brać udział w niektórych akcjach. Najpierw była Książeczka dla Koteczka i kilka książek, które wysłałam do Ewy. Później zaczęłam regularnie dostarczać Edycie karmę na comiesięczne zbiórki. Osiągane tutaj rezultaty niezmiernie mnie cieszyły i zaczęłam dość intensywnie agitować na swoim profilu FB (nie mam pojęcia, ilu znajomych zablokowało moje posty, bo spamowałam okrutnie).

Karma za wymianki

W momencie kiedy miałam problemy finansowe, a nie chciałam rezygnować z pomagania, dowiedziałam się o istnieniu wrocławskiej grupy wymian dóbr wszelakich na FB i czym prędzej do niej przystąpiłam. Niepotrzebne mi przedmioty wymieniałam na karmę dla kotów, a moi znajomi byli przeświadczeni, że mam już na pewno ogołocone mieszkanie przez te wymianki i śpię w pustym pokoju na materacu. Oczywiście tak nie jest i nie było. We wszystkim zachowuję zdrowy rozsądek. Choć nie ukrywam, że jest mi przykro, kiedy chęć pomagania zwierzętom niektórzy traktują delikatnie mówiąc jako oznakę szaleństwa. Ale łatwo jest ferować wyroki, kiedy samemu się palcem nie kiwnie w jakiejkolwiek kwestii.

Pomaganie wciąga i to bardzo. Jak się raz zacznie, to trudno się zatrzymać. I to nie jest tak, że przez to moje pomaganie spływa na mnie splendor, macham wiwatującemu tłumowi, rozdaję autografy, imieniem moim będą nazywać statki... Jeśli komuś się wydaje, że na tym ma polegać wolontariat, to jest w dużym błędzie. Trzeba uzmysłowić sobie, że nie jest się tu najważniejszym, nie dla chwały i pomników zostaje się wolontariuszem. Czeka nas praca ale i spore poświęcenie. Będziemy mieć do czynienia z wieloma wspaniałymi, ale i niejednokrotnie trudnymi zdarzeniami. Analogicznie spotkamy na swojej drodze wspaniałych, ale i też trudnych ludzi. Warto zastanowić się również, co możemy oferować fundacji w ramach wolontariatu. Ja na przykład mam jakieś tam zdolności manualne, więc robię zabawki. Mam też niezły aparat fotograficzny to i zdjęcia czasem zrobię. Ponoć nieźle gotuję i piekę znośne ciasta. Umiem poskładać literki w sensowne zdania. A z kwestii bardziej wymiernych, dokarmiam koty na ogródkach działkowych w swojej okolicy oraz w dalszym ciągu zbieram karmę na zbiórki. Na tyle, na ile mi pozwala, wciągam męża w różne akcje, głównie w roli tragarza i kierowcy. Ale i jestem głodna wiedzy, chcę się nauczyć łapania kotów na sterylki/kastracje, chcę więcej wiedzieć o kocich chorobach, chcę być dobra w tym, co robię. I choć moja rola w fundacji dopiero się klaruje, jestem dumna z tego, że jestem jej częścią.

Koty z działek
Kocie zabawki

Jestem przekonana, że każdy, kto zastanawia się nad wolontariatem, powinien się odważyć i spróbować, z czym to się je. Nie jest powiedziane, że macie rzucać się na pierwszą linię frontu łapankowo-sterylkowego, choć jeśli byście chcieli, to chwała wam za to! Staram się od lat powtarzać, że wcale nie trzeba od razu wyprzedawać dóbr rodowych, by skutecznie pomagać kotom. Są różne akcje tematyczne, kiermasze, licytacje, istnieje możliwość zrobienia zakupów internetowych np.: klikając w baner na naszej stronie i wtedy część środków trafia na konto fundacji. Można zostać domem tymczasowym, co jest chyba najbardziej pożądane, bo fundacja nie prowadzi schroniska, a kocie biedy mieszkają z nami w naszych domach. Ogólnie cel jest jeden: zdrowe i szczęśliwe koty. Wtedy sami zobaczycie, jak ogromną satysfakcję daje wolontariat i odkryjecie w sobie to uczucie dobrze spełnionego obowiązku. I może się tak zdarzyć, że i wam ktoś powie: "Przywracasz mi wiarę w ludzkość".

Dlatego zachęcam wszystkich, tych młodych i tych bardziej dojrzałych, aby rozważyli taką ewentualność. Wolontariusze Kociego Życia to grupa ludzi, którzy w rzetelny i wymierny sposób pomagają kotom, to ludzie, którzy "patrzą w tym samym kierunku". Kocie Życie to także możliwość realizowania swoich pasji, tutaj zostaną wysłuchane wasze pomysły i zdziwicie się czasem, że nawet te najbardziej szalone okażą się tymi najlepszymi. Pomagamy kotom, ale mamy przede wszystkim otwarte umysły i chętnie dyskutujemy na najróżniejsze tematy. Jesteśmy zgraną ekipą. I jakby powiedział klasyk: "Pytamy: pomożecie? A prawidłowa odpowiedź brzmi: pomożemy". No i kto pierwszy dołączy do naszego grona? Zapraszamy was serdecznie.