Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Kruszonka

Kruszonkę wypatrzyła w schronisku Oliwka. Kotka miała złamaną miednicę, leżała na boczku tuż po operacji (tak jak na zdjęciu). Szybka akcja i rekonwalescentka znalazła się w domku tymczasowym u mnie Po dwóch tygodniach zadzwoniła z ogłoszenia pani Agnieszka. Przejęta, bardzo wrażliwa, odpowiedzialna. Dziś Kruszonka żyje jak pączek w maśle, ma koleżankę ze schroniska (Lusię). Ich Pani opowiada, dlaczego zdecydowała się na adopcję dorosłej kotki... [Colas]

Tekst i foto: Agnieszka Kamińska

Kruszoneczka jeszcze w schronisku...
foto: Oliwka

Niedawno skontaktowała się ze mną wolontariuszka, od której wzięłam swoją koteczkę Kruszonkę z prośbą o napisanie paru słów, dlaczego zdecydowałam się na przygarnięcie dorosłego kota, bo tak naprawdę to rzadkość. Uśmiechnęłam się, kiedy przypomniałam sobie jak było naprawdę, bo ja - jak większość - marzyłam o kocim maluchu.

Córka mojej koleżanki z pracy przyniosła do domu właśnie taką małą, puchatą i rudą kulkę znalezioną na śmietniku, która ssała swój ogon i płakała za kocią mamą. Dziewczyny włożyły sporo wysiłku w to, żeby mały przestał miauczeć i zapomniał o nieszczęśliwym początku swojego kociego życia. Z czasem cudowne maleństwo, przemieniło się w kociego terrorystę. Wszystkich drapał, gryzł, szczególnie lubił wieszać się na łydkach i drapać po stopach, które wystawały w nocy spod kołdry, uwielbiał też z znienacka wpakować łapki we włosy na głowie i ciągnąć, ile tylko miał sił. Nie pomogła nawet kastracja. Koleżanka mówiła, że czasem ciężko było go lubić - ot, taki kot z temperamentem. Respekt odczuwał jedynie przed psem, chociaż i jemu też czasem potrafił dokuczyć.

Po tych opowieściach zrozumiałam, że nie chcę malca, bo nie wiem, co z niego wyrośnie, byłam pełna obaw, ponieważ miał to być mój pierwszy kot. Zaczęłam wszystko dokładnie rozważać i zrozumiałam, że decydując się na dorosłego kota z domu tymczasowego, wybieram pewność. Zajmująca się Kruszonką Pani opowiedziała mi, jaki mała ma charakter i temperament, mogłam, więc zastanowić się, czy będziemy do siebie pasowały i czy właśnie takiego kotka chcę mieć.

...a tu już w domowych pieleszach :)

Kruszonka pojawiła się u mnie w domu w maju 2006r. i przyznaję, że lepszej decyzji nie mogłam podjąć. Kicia jest bardzo kontaktowa, ciekawska i żywa. Niczego się nie boi (nawet psa moich rodziców) i uwielbia towarzystwo człowieka. Codziennie okazuje mi swoją wdzięczność, miłość i zaufanie, jakim mnie darzy. Mam wrażenie, że złe doświadczenia z przeszłości w żaden sposób nie wpłynęły na jej charakter. Jestem nią zachwycona i nie mam z nią absolutnie żadnych problemów - no może poza tym, że muszę uważać jak otwieram drzwi, bo Kruszonka jest kotkiem niewychodzącym, ale bardzo pragnie, żeby to zmienić. Na to jej jednak nie pozwolę, bo nie chcę jej stracić.

Jeśli tych parę zdań skłoni choć jedną osobę do refleksji lub - co ważniejsze - do chęci przygarnięcia dorosłego kota, będę szczęśliwa. Adopcja dorosłego kota to darowanie mu szansy na spokój, normalność i poczucie bezpieczeństwa, którego być może do tej pory nie zaznał. Takie koty naprawdę potrafią podziękować i docenić wszystko, co dla nich się robi.