Wolontariusze
Fundacja Kocie Życie to organizacja funkcjonująca dzięki oddaniu i zaangażowaniu prywatnych osób. Wszyscy, jako miłośnicy kotów, postanowiliśmy poświęcić swój wolny czas na walkę o poprawę losu tych wspaniałych zwierząt. Fundacja nie zatrudnia żadnych pracowników, a cała nasza działalność bazuje na środkach własnych oraz pozyskanych z datków i darowizn przekazywanych nam przez prywatne osoby. Jest nas tylko garstka, ale staramy się robić wszystko co w naszej mocy, aby kocim futerkom żyło się lepiej...
Oto my i nasze krótkie historie:
Frankie:
To nasz Fundator. Bez niej nic by tutaj nie działało i za to jesteśmy jej wszyscy ogromnie wdzięczni. I choć od jakiegoś czasu nie ma warunków, aby czynnie brać udział w działaniach Fundacji, to wiemy, że myśli o nas ciepło i wspiera nas duchem :) Jej osobiste zwierzaki to rasowy kocurek Pushkin i, jak sama mówi "dla równowagi", kotka Frankie - adoptowana z Kociego Życia.
Colas:
Początki:
Paradoksalnie trafiłam na Kocie Życie dzięki kłopotom sąsiedzkim. Ktoś utrudniał mi dokarmianie wolnożyjących kotów. Poszukałam pomocy w Internecie i tak się zaczęło.
Na co dzień:
Pracuję w banku i w szkole językowej. Lubię czytać, prawie wszystko, co wpadnie mi w rękę.
Zwierzęta:
Mam siedem kotów (Kredka, Tygrys, Sylwuś, Kola, Goya, Daisy i Denis) oraz dwa żółwie stepowe. Czasem oferuję domek tymczasowy dla potrzebujących kotów i wtedy naprawdę robi się gęsto.
Collie:
Początki:
Moja przygoda jeszcze z organizacją "Kocie Życie" rozpoczęła się w maju 2008r. Trafiła do mnie wówczas pierwsza z moich dwóch kotek - Kruszonka. Adoptowałam ją od wolontariuszki "Colas". To była naprawdę dobra decyzja, bo koteczka była zdrowa i zsocjalizowana. Potem przyszła do nas Lusia, opisana dalej. Sprawa Lusi i brak mojego doświadczenia z kotami sprawiły, że nawiązałam bliższy kontakt z wolontariuszami Kociego Życia, którzy zawsze chętnie służyli pomocą i dobrymi radami. Z czasem zaprzyjaźniłam się również z kilkoma osobami, a kiedy zaproponowano wolontariat chętnie na niego przystałam i zasiliłam szeregi Kociego Życia, kiedy stało się już Fundacją.
Na co dzień:
Kariery zawodowej nie zrobiłam, jestem urzędnikiem administracyjnym, ale nie czuję się z tym źle. Doceniam w życiu chwile zwłaszcza te miłe, lubię czytać, chodzić do kina - niekonieczne na górnolotne arcydzieła i uwielbiam przyrodę.
Zwierzęta:
Po Kruszonce przyszedł czas na drugie zwierzę. Instytucję domu tymczasowego i zaangażowanego wolontariusza doceniłam w pełni, kiedy zdecydowałam się na wzięcie drugiego kota - tym razem ze schroniska. Koteczka Lusia zafundowała mi tak ekstremalne przeżycia, że w ciągu pierwszego tygodnia jej pobytu u nas zaczęłam szukać dla niej innego domu, bo nie byłam w stanie poradzić sobie z niestety dzikim i obolałym po sterylizacji zwierzakiem. Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze i obie panny dzielą z nami kąt.
Edzia:
Początki:
Szukałam kota dla swojego kota. Kotka miała być z polecenia - jedynym wymaganiem było to, że ma lubić inne koty, i trafiłam na ogłoszenie Wimy.
Zaczęłam czytać Kocie Życie, kocie historie i kocie problemy.
Najpierw bardziej z ciekawości byłam kierowcą z darami do jednej karmicielki, potem do drugiej nooo i zobaczyłam z drugiej strony koci świat.
Na co dzień:
Pracuję w bardzoważnymurzędzie, kocham kino i góry
Zwierzęta:
Sylwester trafił do nas w sylwestra, jak nazwa wskazuje, szukałam dorosłego kota, schronisko było wtedy jedynym znanym mi źródłem, kot nas wybrał, kota zapakowano w transporter i tak zaczęła się ta historia. Zasady były proste, koty na pewno nie zmienią nam życia, a na wakacje koty do hotelu.
Potem pojawił się po licznych poszukiwaniach Krótki, czyli dziewczyna dla Sylwestra, kot przykjelka i wielki miłośnik warzyw, a właściwie miłośnik wszystkiego co można zjeść.
No, ale jak już były koty, NASZE koty, jak to do hotelu??? I tak zaczęły się nasze podróże z kotami, życie z kotami i pytanie, jak mogliśmy kiedyś żyć bez Sylwestra i Krótkiego ???
Gosia B:
Początki:
Do Kociego Życia trafiłam wiosną 2009 roku, szukając pomocy dla działkowej kocicy we Wrocławiu. W portfelu miałam oderwany paseczek z adresem strony, zabrany z jakiegoś plakatu, i tak się to wszystko zaczęło. Z czasem Fundacja wciągała mnie co raz bardziej i teraz nie pamiętam już jak to było "nie być" częścią Kociego Życia. Przecież wokół jest tyle do zrobienia.
Na co dzień:
Usiłuję skończyć studia historyczne, ale pisanie pracy magisterskiej idzie mi powoli. Prócz tego uwielbiam czytać, szyć, z przyjemnością produkuję "kocie zabawki", zajmuję się też kocią fotografią i poznaję tajniki kuchni wegetariańskiej. W wolnych chwilach chętnie jeżdżę konno.
Zwierzęta:
W moim domu zawsze miał być pies. Ale jak w 2001 roku znaleźliśmy małego płaczącego kociaka, to jakoś wszyscy o psie zapomnieli. Tak trafi do nas Gruby - nasz "pierworodny". Szczurka przyniosły mi dzieci sąsiadów 2 lata później. Biało-rudego Stefana dostałam od przyjaciela, gdy zaczynałam 2 rok studiów. I ten kot pojechał z nami do Wrocławia. W maju 2009 roku razem z Leszkiem przyjęliśmy pod swój dach pierwsze tymczasy: Rudą i Śnieżkę oraz 6 ich maleńkich dzieci. Od tego momentu poszło lawinowo - co chwilę jakiś kociak (niestety Stefan nie toleruje dorosłych zwierząt). We wrześniu 2009 na tymczas trafiła maleńka Bunia. Ale tak jakoś wyszło, że już została i dziś jest największą miłością Stefana. Ciągle myślę jaki będzie kolejny kot :) Może tricolor? :)
Gutek:
Początki:
Na początku była Zmora, kocia towarzyszka dla psa Gutka. Imię kocicy nie jest przypadkowe ale i tak kochałam ją i ja i Gutek. Straciliśmy ją przez moją beztroskę i głupotę, a wtedy okazało się, że dom bez kota to nie dom. Nie byłam gotowa na przyjęcie nowego kota, ale chciałam zostać domem tymczasowym. I tak trafiłam na stronę Kociego Życia. Od tamtego czasu zatrzymało się u mnie wielu kocich podróżników w drodze do swojego domu. Często zbyt małe lub zbyt chore by poradzić sobie samodzielnie dochodziły do siebie pod czułą opieka psa Gutka i moją :)
Na co dzień:
Uczę angielskiego w gimnazjum :) Lubię czytać i szwendać po górach.
Zwierzęta:
Jedyny i najważniejszy Gutek-pies, najlepszy wykrywacz kotów w potrzebie. Ośmioletni kocurek wiecznie głodny Tekilek, młoda koteczka Zou (dla przyjaciół Zouza) oraz na placówce niebieska brytyjska hrabina Lu :)
Kułko:
Początki:
Na stronę internetową Kociego Życia trafiłam, gdy szukałam dobrego weterynarza we Wrocławiu dla moich futer. Później zalogowałam się na forum, zostałam Domem Tymczasowym dla potrzebujących kotów, wspomagałam też zbiórki kociego jedzenia.
Na co dzień:
Kończę trzecie studia i robię "karierę" w medycynie ratunkowej. Kocham podróże i uwielbiam spotykać się z przyjaciółmi.
Zwierzęta:
Jako dziecko miałam dwie świnki morskie i królika. Moja przygoda z kotami rozpoczęła się w wieku 17 lat. Siostra przyniosła do domu nowego członka rodziny - Kiciusia. Dwa lata później dołączyła do nas bardzo chora Julcia. Potem ja przeprowadziłam się do Wrocławia i zatęskniłam za kotami. Przygarnęłam maleńką Krówkę (moja wielka miłość) i chwilę później Dieguska - dorosłego wspaniałego kocura, wyciągniętego ze schroniska w bardzo ciężkim stanie. Miał być tylko "na tymczas" - został na zawsze.
Leszek:
Początki:
Początkowo podczytywałem stronę Kociego Życia "przez ramię", ale na dobre zaczęło się, gdy wzięliśmy na tymczas Rudą, Śnieżkę i 6 maluchów. Potem to już poszło lawinowo.
W fundacji zajmuję się stroną techniczno/elektroniczną, prowadząc forum i stronę KŻ. Jak nadarzy się okazja to przewożę jakieś kocie biedy między Górnym a Dolnym Śląskiem.
Na co dzień:
Na co dzień pracuję w biurze projektowym, a w wolnych chwilach lubię obejrzeć jakiś film lub poczytać (najlepiej Pratchetta). Z racji tego, że ostatnio każdą wolną chwilę spędzam na dłubaniu w stronie Fundacji, to jedynym hobby, na które mam jeszcze czas, jest jeżdżenie na konikach polskich.
Zwierzęta:
Pierwszym moim zwierzakiem (pomijając chomiki) była czarna kota, mieszkająca obecnie z moimi rodzicami. Pomimo tego, iż ma już 6 lat, nie dorobiła się jeszcze stałego imienia.
Z własnych kotów, to mamy neurotycznego Stefana i nadpobudliwą Bunię, dlatego też najbardziej cenię sobie tymczasowane maluszki. Nawet jeśli stanowią kłębiący się chaos i zmuszają do karmienia o 4 nad ranem to są miłą odmianą.
Marcjannakape:
Początki:
Pół roku po przeprowadzce do Wrocławia stwierdziłam, że brak mi zwierzaka. Uwielbiam koty, więc wraz z siostrą postanowiłyśmy poszukać małego rudego kociaczka. Zgłosiłam się do Colas po takowego, ale był już "zaklepany". Dostałam link do Kociego Życia, aby przeglądać ogłoszenia. Na stronkę zajrzałam i... to było TO! Zobaczyłam MOJEGO kota: dorosły kocur, biały w szare pręgowane łaty, z amputowaną nóżką, ponoć agresywny, z wyrokiem: UŚPIĆ. I tak Pan Kot zamieszkał w mojej wersalce, a dziś zadaje kłam wydanej przez schronisko opinii: kot nie adoptowalny.
Na co dzień:
Obecnie przebywam na emigracji i wspieram KŻ wirtualnie. Uczę się życia wielokulturowego i angielskiego, zwiedzam charity shopy i flea markety (w poszukiwaniu kocich gadżetów), poszerzam polską kuchnię o wyspowe akcenty, pasjonuję się filmem i literaturą piękną.
Zwierzęta:
Wielki pieszczoch trójłapny Pan Kot (4lata). Niesamowicie aktywny niewidomy Jura Wichura (1,5 roku). Spełnienie mych marzeń o cornishu rexie, czyli Demolish Paskulind (1,5 roku). Pięknooka Mack (5 lat), która zaskoczyła wszystkich swym ogromnym macierzyńskim instynktem, pomagając wychować znalezione kocięta. Na zawsze w mej pamięci pozostaną też ukochane "nerkowce" Niuniek Przylepa['] oraz Biała Łasica['].
Nataleczka:
Początki:
Na forum miau szukałam pomocy w sterylizacji kotów mojej babci. Dostałam tę pomoc od Kociego Życia. Następnie sama zaoferowałam pomoc jako domek tymczasowy. Zimą, w wielkie mrozy z terenu przyszpitalnego zabrałam pewną kotkę do domu. Kotka znalazła domek, a potem były następne i następne koty.
Na co dzień:
Studiuję medycynę weterynaryjną.
Zwierzęta:
Stefano - moje kocie marzenie (rasa Cornish Rex), nikt tak jak on nie potrafi mnie rozczulać;
Rodzinne koty (mieszkające z rodzicami):
Lila - dostałam ją od znajomego, miała u niego łapać myszy, do czego w ogóle się nie nadaje;
Alex - kocurek o wielkim sercu i wielkich złotych oczach, adoptowany ze schroniska;
Smok - najmłodszy kocurek znaleziony pod śmietnikiem jako kilkutygodniowy osesek, bez naszej pomocy już by go nie było.
Oliwka:
Początki:
Znajoma spotkała mnie po latach i spytała, co u mnie słychać. Od pół roku miałam u siebie kota z podwórka Baltazara i powiedziałam, że szukam mu towarzysza. Wtedy usłyszałam o Kocim Życiu i domkach tymczasowych. Tak trafiła do mnie Słomka - kotka ze schroniska :).
Na co dzień:
Pracuję w dziale finansowym, uwielbiam podróżowanie i spotkania ze znajomymi :).
Zwierzęta:
Mam dwa koty: Baltazara (4 lata) i Słomkę (3 lata). Staram się przeciwdziałać nadmiernej populacji kotów (uświadamianie). Z racji narodzin córeczki musiałam zmniejszyć swoją aktywność w Kocim Życiu. Gdy byłam w ciąży przechowywałam u siebie ponad 20 kotów z różnymi schorzeniami, a mimo to nie przechodziłam nigdy toxoplazmozy.
Wima:
Początki:
Przyjaciółka mając już jedną koteczkę postanowiła sprawić jej towarzysza. W swoich poszukiwaniach natknęła się też na stronę Kociego Życia. Chociaż żaden z prezentowanych tu kotów jej nie zauroczył, o stronie nie zapomniała i przy pierwszej okazji pokazała ją mnie. Ja, już wtedy właścicielka swoich mikroskopijnych czterech ścian i 2 kotów znalazłam wśród ludzi z KŻ pokrewne dusze. Zgłosiłam się jako dom tymczasowy. Moim pierwszym tymczasem została Amelia, a w zasadzie Amelek :)) a historia Amelka to zupełnie inna opowieść ;-))
Na co dzień:
Pracuję w bibliotece szkolnej. Czytam, oglądam filmy, szukam...
Zwierzęta:
W dzieciństwie kanarki, w liceum pierwszy kot Queenie, która przeżyła z nami 14 lat, potem jeszcze świnka morska Fruzia. A teraz: zielonooki i ogromny Tymon - siła spokoju, Szelmusia - trzyłapka z dużym serduchem (wychowuje wszystkie maluchy), dorodny Bruno, który mimo wszystko postanowił zamieszkać ze mną (mimo dwukrotnego znalezienia dobrego domu), Blusik w typie rosyjskiego niebieskiego, kot ceniący sobie nade wszystko niezależność i dystans. Na placówce (czyli u rodziców) trikolorka Tabisia , rudy Yoduś, trikolorka Tercja - co dzień bardziej oswojona . I zawsze jakieś tymczasy .....
Żabciarybcia:
Początki:
Kocie Życie poznałam jesienią 2004, gdy uznałam, że wreszcie przyszedł czas na przygarnięcie kota. Stronę znalazłam całkiem przypadkowo, przeszukując internet, a zwłaszcza strony adopcyjne.
Kot jednak przybłąkał się sam, trafił do mnie zimą, miał około sześciu miesięcy.
Pierwsze koty na "tymczas" trafiły do mnie latem 2005 i zostały nazwane Miałkun i Super Śnieżka - nie wiem dlaczego, tak wymyśliły dzieci. Od tego czasu staram się pomagać w miarę możliwości.
Na co dzień:
Chwilowo jestem w domu i opiekuję się dziećmi. Staram się dużo czytać, czasem pomagam mężowi w pracy.
Zwierzęta:
Mam jednego rezydenta o dostojnym imieniu Burek Zenek Posterunkowy (6 lat). Co jakiś czas pojawia się kolejna bida potrzebująca przytuliska na dłużej lub krócej, której staram się szukać domu.

