Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Wolontariusze

Fundacja Kocie Życie to organizacja funkcjonująca dzięki oddaniu i zaangażowaniu prywatnych osób. Wszyscy, jako miłośnicy kotów, postanowiliśmy poświęcić swój wolny czas na walkę o poprawę losu tych wspaniałych zwierząt. Fundacja nie zatrudnia żadnych pracowników, a cała nasza działalność bazuje na środkach własnych oraz pozyskanych z datków i darowizn przekazywanych nam przez prywatne osoby. Jest nas tylko garstka, ale staramy się robić wszystko co w naszej mocy, aby kocim futerkom żyło się lepiej...

Oto my i nasze krótkie historie:

Frankie:

To nasz Fundator. Bez niej nic by tutaj nie działało i za to jesteśmy jej wszyscy ogromnie wdzięczni. I choć od jakiegoś czasu nie ma warunków, aby czynnie brać udział w działaniach Fundacji, to wiemy, że myśli o nas ciepło i wspiera nas duchem :) Jej osobiste zwierzaki to rasowy kocurek Pushkin i, jak sama mówi "dla równowagi", kotka Frankie - adoptowana z Kociego Życia.

Acris

Początki:

Koty mnie nie lubią - tak zawsze uważałam, dlatego mimo "zakocenia" wśród przyjaciół, sama uważałam, że kot nie dla mnie. Przygarnęłam zresztą psa ze schroniska, który, jak większość psów, koty gonił, a z początku w ogóle miał mnóstwo problemów po przykrych przeżyciach z przeszłości.
Po trzech latach i różnych życiowych perypetiach zmieniłam zdanie... i pojawiły się dwa maleństwa - moja koteczka i jej brat (mój pierwszy "tymczas"), oba przywiezione od Żabcirybci... Pies pokochał koty, a ja... tymczasowanie.

Na co dzień:

Pracuję jako projektant stron internetowych i koder HTML/CSS. Namiętnie robię zdjęcia swojemu stadku i tymczasom oraz czytam o ludzkiej, psiej i kociej psychologii. Co jakiś czas umykam przed cywilizacją w góry, najchętniej w Karkonosze.

Zwierzęta:

Aila - psia miłośniczka kociąt oraz łapania frisbee, piłeczek i ciasteczek. Mój największy i jedyny kot kolankowy.
Meve - moja pierwsza kicia zwana również Mewą, albowiem z rana widuję jej biały brzuszek w locie nade mną. Nie miauczy, tylko mówi "KHE?".
Kelpie - Kotka Aili i Meve, tymczas od Gutka. Lubi siedzieć ze mną przy stole (na drugim krześle) i powrzeszczeć na mnie od czasu do czasu (szczególnie, gdy wymieniam wodę w misce na świeżą). Nie miauczy tylko skrzypi.

 

Basik

Początki:

W maju 2013 roku poszukiwałam pomocy dla "pracowej" kotki Misi, która uległa poważnemu wypadkowi a leczenie wyceniono na kilkaset złotych. Jeden mail wystarczył, aby po kilku godzinach mieć potwierdzenie, że Fundacja pomoże finansowo w leczeniu. Na szczęście zbiórka funduszy w pracy nie tylko pokryła koszty leczenia, ale jeszcze pieniądze zostały - zwróciliśmy koszty leczenia i dodatkowo zasililiśmy konto Fundacji w ramach rewanżu, a ja bliżej zaczęłam obserwować działalność wolontariuszy z czasem włączając się do działań.

Na co dzień:

Magister inżynier chemik, niemal nigdy nie pracujący w zawodzie. Podróże dalekie i bliskie to moje życie, a Indochiny i Bretania to dwie największe miłości.

Zwierzęta:

Aby mieć zwierzę musiałam do spółki z moim zwierzolubnym Tatą uknuć spisek. Pierwszego kota wprowadziliśmy podstępem do domu kiedy miałam około 12 lat. Od tamtej pory w domu zawsze był kot, a od 2 lat liczba kotów rośnie.
Obecnie jesteśmy personelem dla 12 letniej Buni - kota z charakterem, 2 letniej Filonki - naszej domowej "trąby" i "słodziaka" oraz Malusi, której wiek jest nieznany, ale bliższy 9 lat niż 5 - delikatnej i wrażliwej, nie do końca ufnej w stosunku do ludzi. Kotki, która była moim pierwszym "trudnym szpitalnym przypadkiem".

Mystacina

Początki:

Koty towarzyszą mi od ósmego roku życia. Większość danego mi do tej pory czasu, spędziłam w towarzystwie trzech muszkieterów, niezapomnianych i nieodżałowanych kocurów. Po ich śmierci postanowiłam "odpocząć od kotów", ale nałóg odpuścił mi zaledwie na dziesięć miesięcy. Przeglądałam facebookowe ogłoszenia z potrzebującymi zwierzakami i podjęłam kilka prób adopcji, ale zawsze ktoś lub coś stawało mi na przeszkodzie. Po bardzo nieprzyjemnej przygodzie z nieodpowiedzialnymi wolontariuszami, załamana i nieco zrezygnowana napisałam do Fundacji. Tak w moim życiu pojawił się kocur Baltazar i obraz bardzo profesjonalnie oraz odpowiedzialnie prowadzonej grupy ludzi. Zbiegło się to w czasie z kilkoma innymi wydarzeniami i oczywiście kotami, które doprowadziły mnie w końcu do drzwi z napisem "Kocie Życie".

Na co dzień:

Moje zainteresowania już od najmłodszych lat "kręciły się" wokół zwierząt. Zaczęłam od znoszenia do domu ślimaków a skończyłam na studiowaniu biologii na Uniwersytecie Wrocławskim. Wcześniej, bo jeszcze w liceum, połknęłam bakcyla chiropterologii, czyli nauki o nietoperzach. Biegałam po sztolniach, strychach i lasach, zdobywając wiedzę o tych fascynujących ssakach... a w domu czekały na mnie ukochane koty. Nauka i oddanie "sprawie" poskutkowały tym, że obecnie jestem już zawodowym chiropterologiem. Pracuję w organizacji pozarządowej i zajmuję się ochroną nietoperzy. Poza pracą połykam hurtowe ilości filmów, książki s-f oraz własnej roboty wegańskie potrawy.

Zwierzęta:

Ślimaki doprowadziły mnie do żółwia, żółw do kotów a potem już poszło z górki. Moja pierwsza kotka, po zaledwie roku wspólnego życia, zaginęła bez śladu. Później pojawił się kocur Jupik, po roku Nicpoń, a po kilku miesiącach Księciunio. Wtedy rodzice powiedzieli "stop". Wszystkie koty przeżyły ze mną po kilkanaście lat i w międzyczasie zapoznały się z wkradającymi się w moje życie nietoperzami. "Skutkiem ubocznym" bycia chiropterologiem jest ogrom zgłoszeń w sprawie interwencji. Tak w domu zaczęły się pojawiać ranne, osłabione i chore nietoperze. Ponieważ szanuję wszystkie żywe stworzenia, koty i nietoperze musiały pogodzić się z obecnością również ptaków, psów czy nawet kuny. Lata 2011-2013 miałam zaszczyt spędzić w towarzystwie kocura Baltazara i kotki Martyny. Życie tej drugiej zakończyło się nagle i tragicznie, zostawiając wciąż niezabliźnioną ranę w moim sercu. Po chwili załamania, wspierając się nawzajem, idziemy z Baltazarem dalej i z nadzieją wypatrujemy kolejnych kotów.

Edzia:

Początki:

Szukałam kota dla swojego kota. Kotka miała być z polecenia - jedynym wymaganiem było to, że ma lubić inne koty, i trafiłam na ogłoszenie Wimy. Zaczęłam czytać Kocie Życie, kocie historie i kocie problemy. Najpierw bardziej z ciekawości byłam kierowcą z darami do jednej karmicielki, potem do drugiej nooo i zobaczyłam z drugiej strony koci świat.

Na co dzień:

Pracuję w bardzoważnymurzędzie, kocham kino i góry

Zwierzęta:

Sylwester trafił do nas w sylwestra, jak nazwa wskazuje, szukałam dorosłego kota, schronisko było wtedy jedynym znanym mi źródłem, kot nas wybrał, kota zapakowano w transporter i tak zaczęła się ta historia. Zasady były proste, koty na pewno nie zmienią nam życia, a na wakacje koty do hotelu. Potem pojawił się po licznych poszukiwaniach Krótki, czyli dziewczyna dla Sylwestra, kot przykjelka i wielki miłośnik warzyw, a właściwie miłośnik wszystkiego co można zjeść. No, ale jak już były koty, NASZE koty, jak to do hotelu??? I tak zaczęły się nasze podróże z kotami, życie z kotami i pytanie,  jak mogliśmy kiedyś żyć bez Sylwestra i Krótkiego ???

Gutek:

Początki:

Na początku była Zmora, kocia towarzyszka dla psa Gutka. Imię kocicy nie jest przypadkowe, ale i tak kochałam ją i ja i Gutek. Straciliśmy ją przez moją beztroskę i głupotę, a wtedy okazało się, że dom bez kota to nie dom. Nie byłam gotowa na przyjęcie nowego kota, ale chciałam zostać domem tymczasowym. I tak trafiłam na stronę Kociego Życia. Od tamtego czasu zatrzymało się u mnie wielu kocich podróżników w drodze do swojego domu. Często zbyt małe lub zbyt chore by poradzić sobie samodzielnie dochodziły do siebie pod czułą opieka psa Gutka i moją :)

Na co dzień:

Uczę angielskiego w gimnazjum :) Lubię czytać i szwendać się po górach.

Zwierzęta:

Gutek odszedł za Tęczowy Most w maju 2010r. Zostawił we łzach nie tylko mnie, Gucio zajmował ważne miejsce w sercach wielu wspaniałych Ludzi. Bez psa nie da się żyć, dlatego kiedy również w maju Odra zalewała oławskie schronisko dla zwierząt bez wahania przyjęłam do domu tymczasowego Lukasa. Wyglądał wtedy jak kloszard i zapewne tak też się czuł po dwóch latach w schroniskowym boksie. Wszyscy (tylko nie ja) wiedzieli od razu, że Lucek zostanie u mnie i tak się też stało :) Oprócz Lucka mam jeszcze kocura seniora, Tekilka zwanego czule Pieklikiem i dwie półtoraroczne szalone kotki Zouzę i Maupę, czyli @. Po początkowej wojnie psychologicznej, którą Pieklik wydał @ wszystkie futra żyją w zgodzie, a w strategicznym momencie podawania jedzenia tworzą wspólny front przeciwko mnie :)

Izka:

Początki:

Pod koniec 2009 roku zaczęłam poważnie myśleć o adopcji drugiego kota. Czytałam ogłoszenia w Gazecie Wyborczej i tak trafiłam na kogoś z Kociego Życia. To Ona odesłała mnie na stronę Fundacji. Rozpoczęło się podczytywanie, historia kota Mikołaja: "Może go adoptować?" Potem było łapanie "Wikingów" i kolejne kocie sprawy.

Na co dzień:

Jestem pracownikiem Uniwersytetu Medycznego i w 100% zodiakalnym Bykiem.

Zwierzęta:

Koty i psy wokół siebie pamiętam od zawsze. Moja pierwsza wrocławska kotka to Kicia, zabrana ze szpitalnego podwórka w 2004 roku. Wtedy też poznałam Marię i zaczęłam dokarmiać koty szpitalne. Wkrótce pojawiły się nowe priorytety: ograniczyć populację kotów w szpitalu. W 2005 roku na tym samym podwórku znalazłam brudne, zapchlone, bure kocię: Kojotkę, która pojechała do mojej mamy. Kicia odeszła 19 sierpnia 2010 roku po ciężkiej chorobie, a w październiku 2010 roku pojawiło się rodzeństwo: Lana i Kuba, odłowione własnoręcznie.  Na ulicy dokarmiałam: Mamuśkę Wikingową, Wikinga i Brysię. Potem zaczęłam rozglądać się za innymi kotami z UM i PSK. W ciągu ostatnich dwóch lat w moim domu przebywało około 10 "tymczasów", które z naszej rodziny trafiły do Domów Stałych. Mój duchowy kot (prócz Kojotki) to Natasza.

Kama:

Początki:

Mieszkałam w domku i zawsze jesienią i wiosną zakradały nam się myszy do domu, a że miałam pokój na parterze wycieczki po podłodze i po firance były normą. Znajoma rodziny zawsze miała dużo kotów i podarowała nam Rudego żeby pozbyc się mysich nieproszonych gości. Po odejściu Rudego postanowiłam, że pojadę z koleżanką po psa do schroniska i go zobaczyłam (największe Kocie nieszczęście jakie kiedy kolwiek widziałam) był to stary 9 letni kocur, który miał wszystkie choroby świata i lada chwila by tam zdechł i bez chwili wachania przygarnęłam. Przez miesiąc prawie codzienne wizyty u weterynarza sprawiły,że ten niezwylke wredny kocur stał się moją wielką miłością-Klakier. Później wzięłam z narzeczonym Fifi kolejną biedę ze schroniska, króra niestety tydzień przed umówiona sterylizacja postanowiła zwiać, niestety wróciła z brzuszkiem. Czterem pięknościom znalazłam domy i w między czasie podczas powrotu z pracy do domu znalałam dwa maluszki na drodze,którym auto przejechało mamę, oczywiście przygarnęłam, odkarmiłam i również znalałam dom. W fundacji znalałam się po obejrzeniu na FB interwencji, w której było 10 kotów do przygarnięcia i bez chwili zawachania postanowiłam zostać domem tynczasowym Księcia Drakuli.

Na co dzień:

Pracuję jako przedstawiciel handlowy w firmie budowlanej.

Zwierzęta:

Księżniczka Fifi, Książe Kawaler, Psinka Negrusia

 

 

Małgorzata A.:

Początki:

Jak miałam mniej więcej 8-9 lat, obok mnie zamieszkały dwie panie (matka z córką), szczęśliwe posiadaczki czarnej kocicy. Dość szybko zaczęłam od nich tę kocicę pożyczać (dosłownie: puk, puk; dzień dobry, przyszłam pożyczyć kota...). Po jakimś czasie znalazłam na klatce schodowej małego kociaka, skutecznie urobiłam rodzinę i w ten sposób Euzebiusz zamieszkał z nami. Od tego czasu w domu zawsze był kot, a my staliśmy się rodziną z długimi kocimi tradycjami. Na Fundację natrafiłam w internecie, wysłałam kilka książek na kiermasz Książeczka dla Koteczka, później regularnie dostarczałam karmę na comiesięczną zbiórkę dla karmicieli, zaczęłam pomagać w niektórych wydarzeniach. Zostałam Przyjacielem Fundacji.

Na co dzień:

Z wykształcenia jestem biotechnologiem, ukończyłam również Szkołę Tłumaczy Języka Niemieckiego. Porzuciłam karierę naukową i poszukuję obecnie zawodowo swojego miejsca. Lubię gotować, uprawiać ogródek (miałam najładniejsze melony w gminie :P), uwielbiam wszelkiego rodzaju starocie, graty i lumpeksy. Ogólnie jestem Chytrą Babą z Dobroszyc.

Zwierzęta:

Kiedy umarł Euzebiusz, jego następca Bazyl był właśnie w drodze. Można więc powiedzieć, że był kotem długo i niecierpliwie wyczekiwanym. Bazyl mieszka obecnie z moimi rodzicami nad morzem. Kiedy przeprowadziłam się na Dolny Śląsk, rozpoczęłam poszukiwania futrzaka dla nas. Mietek zaczepił mnie na ulicy w dniu, kiedy mieliśmy z Kamilem stawić się na casting na kocich rodziców dla innego kota. Nie mogłam przejść obojętnie koło tej kupki nieszczęścia, a ludzie z castingu wybaczyli nam, że nie adoptowaliśmy kota od nich. Trudkę natomiast adoptowałam 2 lata temu jako dorosłego kota z wrocławskiego schroniska. Dokarmiam też koty wolnożyjące na ogródkach działkowych.

Żabciarybcia:

Początki:

Kocie Życie poznałam jesienią 2004, gdy uznałam, że wreszcie przyszedł czas na przygarnięcie kota. Stronę znalazłam całkiem przypadkowo, przeszukując internet, a zwłaszcza strony adopcyjne.
Kot jednak przybłąkał się sam, trafił do mnie zimą, miał około sześciu miesięcy.
Pierwsze koty na "tymczas" trafiły do mnie latem 2005 i zostały nazwane Miałkun i Super Śnieżka - nie wiem dlaczego, tak wymyśliły dzieci. Od tego czasu staram się pomagać w miarę możliwości.

Na co dzień:

Chwilowo jestem w domu i opiekuję się dziećmi. Staram się dużo czytać, czasem pomagam mężowi w pracy.

Zwierzęta:

Mam jednego rezydenta o dostojnym imieniu Burek Zenek Posterunkowy (7 lat). Od roku mieszka też z nami biała Dzidka z chorym oczkiem, która miała być tylko "na tymczas" ale dziś dzieci stanowczo odmawiają jej oddania. Co jakiś czas pojawia się kolejna bida potrzebująca przytuliska na dłużej lub krócej, której staram się szukać domu.