Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Cętka

Tekst: Oliwka

Grudzień kojarzy się wszystkim z bardzo radosnym czasem oczekiwania na Boże Narodzenie i sylwestrowe szaleństwo. Kiedy kończy się depresja listopadowa, ludzie zaczynają odżywać, jakby budzić w sobie coraz więcej uczuć i empatii wobec innych. Chcą pomagać, kupują gadżety na aukcjach charytatywnych, chcą wspierać potrzebujących ludzi i zwierzęta.

Wołające o pomoc koty to dla nas cały rok, właściwie podział na miesiące nie miałby znaczenia, gdyby nie pewna prawidłowość: zawsze w grudniu jacyś nasi szczególni podopieczni odchodzą za Tęczowy Most.

Tak było też i z Cętką, kotką, którą wzięliśmy do siebie ze schroniska. Wesoła, bardzo kontaktowa koteczka przez pierwsze trzy dni cieszyła nas swoim mruczeniem i zabawą. Czwartego dnia zrobiła się apatyczna, a następnego - było z nią bardzo źle. Ponieważ byliśmy nowicjuszami w opiece nad chorymi kotami, pierwsze kroki skierowaliśmy do lekarza w schronisku. Postawiono diagnozę i dwa razy dziennie jeździliśmy z słabnącą koteczką na kroplówki. Ponieważ organizm kotki szybko się wychładzał, mąż zabierał ją na cały dzień do pracy i tam na posłaniu na kaloryferku doglądał koteczkę wraz z koleżanką z pracy. Po trzech dniach sytuacja się nie zmieniała, a my zaczęliśmy tracić wiarę w odzyskanie zdrowia Cętki. Ostatnia wizyta w schronisku, niepotrzebnie podany antybiotyk bez dokonania oględzin przez zastępującego lekarza. Złość na weterynarzy, żal i brak nadziei. Koteczka gasła na naszych oczach.

Podjęliśmy ostatnią próbę walki i zawieźliśmy koteczkę do poleconego lekarza, ale było już za późno. W nocy koteczka zasnęła i już się nie obudziła. Po cichutku, sapiąc z bólu odeszła za Tęczowy Most.

Długo nie mogliśmy w to uwierzyć, wydawało się to niemożliwe, w grudniu, na kilka dni przed świętami. Ludzie uwijający się przy świątecznych zakupach, zabiegani, radośni, śpiewający kolędy... i my w tym wszystkim z naszym smutkiem, niemogący pogodzić się z niesprawiedliwością losu. Bóg się rodzi, a my zapłakani nad losem małej przybłędy...

Niestety nie zostało mi żadne zdjęcie Cętki.