Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Bestia

Czerwiec, rok 2006, wrocławskie schronisko.

W upalne dni kociaki w rozgrzanym baraku padają jak muchy. W czasie wakacji nikt nie myśli o zwierzętach, tylko o tym jak spędzić urlop. Postanowiłam uratować kilka kocich żyć, małych, bezbronnych i niewinnych. Zabrałam ze schroniska 7 maluszków. Martka przyjęła je pod swój dach, za co chciałabym tu jej jeszcze raz podziękować.

W pierwszych dniach odeszły od nas piękne, malutkie dwa buraski, braciszek z siostrzyczką. Cudem uratowałyśmy dwa z reszty kociaków.Po miesiącu odszedł jeszcze jeden czarny kocurek. Zostały nam trzy maluchy.

Najbardziej bałyśmy się, że nie wyadoptujemy jednej z kotek, bo była dzikawa. W środku września zadzwonił telefon, że jest ktoś zainteresowany adopcją kotki. Zaprosiliśmy p. Izę z mężem, aby obejrzeli kociaki. Mąż p. Izy przyszedł, od razu złapał koteczkę (zamurowało nas z wrażenia, bo łatwa do złapania nie była) i w ten sposób nowi opiekunowie dokonali wyboru [Nataleczka]

Tekst i foto: Iza Żak

Pierwszy raz zobaczyliśmy ją na zdjęciu w gazecie - razem z drugą kotką czekały na adopcję. Pojechaliśmy do tymczasowego domu zdecydowani wrócić z pręgowanym zwierzakiem. Obie kotki, chociaż młodziutkie, były "po przejściach" - wzięte ze schroniska, po ciężkiej chorobie, jeszcze nie w pełni sił. Jedna z nich - zdaniem opiekunki - miała być bardziej towarzyska, druga - płochliwa, stroniła od ludzi. Jednak ta druga właśnie dała się złapać mojemu mężowi, po czym ułożyła się wygodnie na jego kolanach i spokojnie zasnęła. Tak więc można powiedzieć, że wybór został dokonany!

Łobuziarska minka i sprytne łapki = Bestia :)

W nowym otoczeniu koteczka wyjątkowo szybko się zadomowiła. Okazała się straszną pieszczoszką - ocierała się o nogi, domagała głaskania, chętnie sadowiła się na kolanach, demonstrując swoje zadowolenie głośnym mruczeniem. Mała i chuda, miała długie łapy, a ponieważ jadła za dwoje, stało się dla nas jasne że wyrośnie na dużego kota. Tymczasem jednak ocierała się o nas wąskim, trójkątnym pyszczkiem, z którego patrzyły ufnie niezwykle piękne, ogromne, zielone oczy. Jej futerko trójbarwne, coraz bardziej lśniące, białe w dolnej części pyszczka, na nosku, brzuszku i łapkach, na grzbiecie układało się właściwie nie w typowe pręgi, lecz w "marmurek", przypominający ubarwienie młodego dzika.

Potrafiła być czarująca, ale czasami - może jeszcze niezbyt pewna siebie w nowym środowisku - starała się wydawać groźna i pokazywała "lwi pazur". Parskała wtedy odsłaniając ostre ząbki i ostrzegawczo unosiła łapę z wysuniętymi pazurami - małe, nastroszone zwierzątko udające tygrysa. Właśnie dlatego została nazwana Bestią (zdrobniale: Bestyjką), a ponieważ była (i nadal jest) niezwykle szybka, tak że często nie można za nią nadążyć wzrokiem, jej drugie imię, to Torpeda.

Odpoczynek w "lesie"

Bestia Torpeda ma charakter badacza - lubi każdą rzecz powąchać, dotknąć, polizać. Jeżeli coś się rusza - atakuje! Dlatego też, kiedy nadeszło Boże Narodzenie, okazało się, że nasza Kocia może być jedyną (za to jaką piękną!) ozdobą choinkową. Drzewko było dla niej prawdziwym wyzwaniem - unikając kłujących igieł, wspinała się po pniu, owijając wokół niego jak wąż. Czasami też sadowiła się pod choinką i odpoczywała "w lesie".

Teraz jest znacznie większa, ale usposobienie pozostało takie samo. Jest uparta, często psoci (choć nie jest wielkim "niszczycielem"), ale potem przybiera takie wdzięczne pozy, patrząc słodko tymi swoimi wielkimi oczami (jest prawdziwą kokietką!), że trudno się na nią gniewać. Potrafi spać całymi godzinami, ale regularnie uprawia swoją "ścieżkę zdrowia". Wtedy należy ustępować jej z drogi, bo zderzenie może być naprawdę bolesne. Pokonuje odległość między dwoma pokojami z taką prędkością, że często "nie wyrabia" na zakręcie, uderzając o drzwi lub jakiś mebel, jednak to jej nie zniechęca.

A wieczorem, kiedy kładziemy się spać, robi "obchód" po tapczanie i wybiera sobie miejsce do spania - czasem "nos-w-nos" z jednym z nas.
Kochane stworzenie!