Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Kefirek

Pewnego wiosennego dnia zadzwoniła do mnie Medira: "Wiesz, jest połamaniec..." Pauza. Wiedziała, jak działają na mnie takie słowa. Niestety, połamaną przednią łapkę czarnego jak węgiel dorosłego kocurka trzeba było amputować. I przyjechał do mnie na tymczas kot jak siedem nieszczęść. Rana po amputacji łapki, przekrzywiona szczęka, wystający język. Popłakałam się, gdy zobaczyłam pierwszego wieczoru, jak próbuje nieistniejącą łapką zakopać piasek w kuwecie...

Był u nas przeszło miesiąc, niestety moi rezydenci bardzo nie chcieli go zaakceptować, musiał siedzieć odizolowany w osobnym pokoju. Dostał zupełnie do niego niepasujące imię na cześć innej połamanej kotki - Śmietanki. Po tym czasie wrócił do Mediry, a do mnie przyszła koteczka tymczasowa Mediry, Szprotka. Kilka dni później znalazł własny, kochający dom. [Colas]

Tekst i foto:

Kot miał po prostu pewnego dnia pojawić się w moim domu - koniecznie - tak po prostu miało być.

Tak czułam i zaczęłam szukać - internet, strony schroniska, fundacji, gazet... Pewnego dnia zobaczyłam ogłoszenie w Wyborczej - ze zdjęciem kociaka z okrągłą łysinką w miejscu, gdzie zwykle jest łapka. Potem znalazłam go w internecie, trafiłam na całą historię połamańca i poczułam, że to TEN ;-) i jeszcze to urocze imię....Kefirek....

Przyjechał do mnie - trzyłapek o okrągłych mądrych oczach. Języczek uroczo na wierzchu, ślinił się strasznie i niestety mało elegancko pachniał - mimo leczenia stan zapalny w pyszczku się panoszył. Pojawiła się ropa na dziąsłach, kłopot o tyle większy, że kocurek ma krzywo zrośniętą szczękę po starym złamaniu i ciężko coś mu w pyszczku "zdziałać".

Wiek? Może 5 może 8 lat ale póki co nikt nie wie.

Naczytałam się o nieufności i stresie a kocurek Kefirek poczuł się od pierwszego dnia jak u siebie - kuwetkowy, miziasty, o przecudnym spojrzeniu, zaanektował kanapę i poduszkę. Poznawał nowych ludzi i nowe miejsce. Pojechał na wakacje, dzielnie jeździł w aucie, tylko gadał przez całą drogę i domagał się ode mnie odpowiedzi ;-)

Dostał piękną torbę transportową w kratę (pewnie on jest innego zdania) i pojechał do weterynarza. Leczenie nerek, pyszczka, jakiegoś małego owrzodzenia na oczku, usuwanie kilkunastu zębów, kroplówki - trwało około 3 miesięcy - ale to już po prostu minęło!

Kocurek jest aksamitny, elegancki w zachowaniu a przy tym ciekawski jak mały kociak.

Przed nami jeszcze kontrole nerek i jeśli znów zacznie się kłopot z dziąsłami, trzeba będzie usunąć te 3,5 zęba...

Ale co ważne - po leczeniu pyszczka odzyskał humor, chęć dzikiej zabawy, poluje na wszystko, szaleje po domu, skacze mimo braku łapki.

Kocurek zaczął od 3,8 kg, potem nieśmiało 4,3 a teraz....dumne 4,8 kg włazi na wagę. Ale tu już STOP bo w końcu trzyłapek nie może być kulką na 3 patyczkach.

Pomyśleć, że mając 3 i pół zęba można pożerać suchą karmę, mokrą też - jak odkurzacz.

Co mi dał? Pokazał mi swój świat, poznałam dzięki niemu fajnych ludzi, kiedy wstaję bardzo wcześnie rano - jest cały miauczącym szczęściem, od razu łatwiej otworzyć oczy ;-)