Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Irka alias Urwany Ogonek

Opowiadała: Irka, wysłuchała: Marcjannakape

Piękne zielone oczy mam. Komu je dam?

Takie pytanie sobie stawiałam, gdy siedziałam zamknięta w metalowej klatce i czarowałam każdego odwiedzającego schronisko. Ach, zachwycali się mną, zachwycali! "Taka miła koteczka" mówili i nikt mnie nie chciał :(
Bo miałam urwany kawałek ogonka. Bolało... Brrrr!
Ale w końcu przyszła Taka Jedna i zabrała ze sobą. Głaskała i rozmawiała ze mną, ale zaniosła mnie do faceta w białym kitlu, a on mi majstrował przy ogonku. I znów bolało...
A potem poznałam Pana Kota, Niuńka Przylepę ['] i Białą Łasicę. I strrrrrrasznie ich nie lubiłam! Uciekałam, syczałam, warczałam, a oni w ogóle się mnie nie bali!
I tak sobie żyliśmy. Później nawet fajne się zrobiły te inne koty... Szczególnie z Panem Kotem dobrze mi się za myszkami biegało :)
Niestety mój ogonek nie chciał się goić i trzeba było go prawie całego obciąć - został mi tylko mały kikutek. Ale za to wyglądałam jak rasowy bobtail :D

Tekst i foto: Anna Dubaniowska

Zawsze marzyłam o tym, by mieć kota, tylko warunki nigdy temu nie sprzyjały - nieprzychylność współlokatorów i częsta zmiana mieszkania były dla mnie prawdziwą zmorą. W końcu "ustatkowałam się" (no można tak powiedzieć - znalazłam mieszkanie na dłużej, mam nadzieję, oraz współlokatorkę przyjaźnie nastawioną do zwierząt). Na "Kocie Życie" natrafiłam dzięki koleżance przy okazji akcji adoptowania kotów, którym groziło uśpienie. Na szczęście wszystkie znalazły nowe rodziny zanim zdążyłam się przygotować na przyjęcie nowego domownika. Całe wyposażenie miałam już jednak zakupione, nie pozostawało więc nic innego, jak tylko znaleźć innego kota w potrzebie. I bardzo szybko takiego wypatrzyłam.

Irka ma obcięty ogonek, ale ja już się do tego przyzwyczaiłam i myślę, że to tylko dodaje jej uroku. Teraz na widok kota "z pełnym wyposażeniem" zdarza mi się przez chwilę pomyśleć, że coś jest z nim nie tak.

Kicia towarzyszy mi na każdym kroku. Jest bardzo wesoła i potrafi bawić się wszystkim, co jej wpadnie w łapy, najchętniej fasolką szparagową albo źdźbłem trawy. Na początku bardzo martwiłam się o moje częste wyjazdy, nie wiedziałam jak sobie poradzę, nie byłam pewna, czy lepiej będzie zabierać kicię w podróż (i czy to w ogóle będzie możliwe), czy zostawiać pod czyjąś opieką. Wszystko się jednak dobrze układa. Irka przyzwyczaiła się już chyba do jazdy samochodem. Na wakacje zabrałam ją na wieś, kilka pierwszych dni spędziła na strychu polując na nietoperze (na szczęście udało mi się uratować dwa biedne gacki, które dostały się do jej paszczy). Potem przyszedł czas na dalszą podróż, sprezentowałam Irce paszport i przebyła już ze mną kilka razy 1300 km dzielące Wrocław od podparyskiego miasteczka (była bardzo dzielna i - kiedy nie spała - z zainteresowaniem podziwiała krajobrazy). Nasz rozkład "zajęć" jest jeszcze trochę niedopasowany. Irka uwielbia poranne harce, kiedy ja próbuję wykorzystać ostatnią godzinę snu, a ucina sobie drzemkę, kiedy dla mnie przychodzi pora wstawania. Kicia jest u mnie dopiero od czterech miesięcy, więc cały czas się poznajemy.

Mam nadzieję, że będzie u mnie szczęśliwa.