Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Adelka

Przez nasz dom przeszło wiele kotów. Maluchy i dorosłe, nawet nie potrafię dokładnie powiedzieć, ile ich było. Trzy jednak zapadły mi głęboko w pamięć. Śmietanka - połamana kotka ze schroniska, Zorko - któremu nie zdołaliśmy pomóc i Adelka właśnie. Dlaczego ona? Bo od samego początku była bezwarunkowo ufna. Przyprowadziła nam gromadkę swoich kociąt, pozwoliła je schwytać. Sama też dała wziąć się na ręce i zanieść do domu. Jakby wiedziała, że teraz wszystko już będzie dobrze. To zwykle o psach mówi się, że są potulne w stosunku do swojego pana. Adelka jest właśnie takim małym pokornym i ufnym psiakiem w kociej skórze. Zawsze będę o niej pamiętać. Cieszę się, że znalazła tak dobry domek [Colas]

Opowiada: Adelka, Foto: Elżbieta S.

To już rok jak jestem w nowym domku. Teraz to już wiem, że to mój domek, no i oczywiście rezydentki Kiri. Wcześniej byłam u Colas - to był mój domek tymczasowy. Bałam się, że nikt mnie nie zechce, bo byłam dorosła, a każdy chce malucha, ale do mnie też uśmiechnął się los. A dlaczego ja? Bo byłam dorosła, po sterylizacji, grzeczna i pieszczoch i bardzo podobna w umaszczeniu do kotki Dziadków, którą uwielbiały dzieci Dużych. Pani wypatrzyła mnie w internecie na Kocim Życiu i zostałam towarzyszką rezydentki Kiri. Kiri została wzięta ze schroniska jako kociak i Pani mówi, że na wspomnienie swoich nóg, które służyły jako drabina i wyglądały jak po przejściu w krótkich spodenkach przez pole jeżyn i jej wybryków, nie chce malucha.

I tak pewnego zimnego dnia, późno wieczorem przyjechali Duzi z koszykiem-transporterkiem, porozmawiali z Colas i zostałam zabrana w nieznane. Bałam się, bo nie wiedziałam co się dzieje. W nowym miejscu wpuścili mnie do pokoju, gdzie była kuweta, legowisko, miseczki z wodą i jedzeniem i mogłam się schować tak, że nie było mnie widać. Dużych się nie bałam, ale do pokoju dobijała się rezydentka. Prychała, węszyła, pilnowała mnie na każdym kroku, więc wolałam się nie ruszać. Nazywali mnie Adelka-Pluszak, bo wyglądałam jak pluszowa zabawka. Jednak stopniowo zaczęłam zwiedzać dom (najlepiej wtedy kiedy Kiri spała i nikt mnie nie widział) i tak odkryłam pokój, gdzie śpią Duzi. TO BYŁO TO!!

Miękko, wygodnie, no i Duzi do dyspozycji. Mogłam się ułożyć, udeptać, włączyć traktorek i spać. Ale zanim się tak stało to stoczyłam batalię z Kiri. Raz ja na górze, a ona pod łóżkiem, a potem zmiana. Zawsze schodziłam jej z drogi, ale tego nie odpuszczę. No i wygrałam, a Kiri przestała "wpychać "się na noc do Dużych. Ta Kiri to nie jest taka zła (choć taką udaje). Nauczyła mnie do czego służą pudełka i jak się bawić zabawkami i kiedy trzeba biec do misek z jedzeniem i razem budzimy dużych rano tzn. ja ugniatam a Kiri podgryza, a jak nie skutkuje to ze dwie gonitwy po śpiących i zaraz ktoś wstanie. Ja to jestem taka trochę nieśmiała - chciałabym, ale się boję - i Duzi czasami muszą mnie zaprosić. Nie boję się już brania na ręce, i głaskanie po brzuszku jest przyjemne (podpatrzyłam to u Kiri), a jak jest pora zabawy to potrafię upomnieć się o swoje. Jak nie zwracają na mnie uwagi to tykam ich łapką, a niech sobie nie myślą, że dam im spokój.

Poza tym najlepiej to sobie upatrzyć domownika, który długo będzie siedział w jednym miejscu np. przed komputerem i usadowić się na kolanach i dać się głaskać. Bo ja jestem grzeczna i dobrze wychowana... nie to co Kiri. Kto to widział, żeby biegać z prędkością światła, wskakiwać na szafę, spać na telewizorze, zrzucać wszystko z półek, albo np. chodzić spać do wanny lub pralki lub tłuc się w nocy szklanymi kulkami po panelach, płakać jak dziecko i "pyskować" do Dużych. Poza tym czasami sobie przypomina, że była jedynaczką i próbuje mi dokuczać i przeganiać ze swoich miejsc, ale się jej nie boję i potrafię przyłożyć jej łapą. Niech sobie niemyśli, że wolno bić starszych... Kto się czubi ten się lubi - ale tak z dystansem. Poza tym jak nie szaleje to też lubi mizianie (tak jak ja), a Pani mówi, że zaraz się przewróci i połamie, jak w takim tempie będzie robić przewrotki na jej stopach, gdy szykuje coś w kuchni. Ja delikatnie się ocieram i z mojej strony Pani nic nie grozi.


Opowiada: Duża (Elżbieta S.)

Odkąd pojawiła się Adelka, to Kiri trochę się uspokoiła. A gdybym wiedziała to co wiem teraz, czyli co dwa koty to nie jeden i że kot może się nudzić, to z pewnością od razu zostałyby wzięte 2 maluchy tylko, że wtedy nie byłoby u nas Adusi. Przy szalonej i nieobliczalnej Kiri, Adelcia jest uosobieniem spokoju. Są jak rodzeństwo, totalnie różne, ale obie kochane i nie wyobrażamy sobie domu bez nich. Może nie wszystko wiemy, bo nigdy wcześniej nie mieliśmy takich lokatorów, ale staramy się i uczymy nawzajem cierpliwości i tolerancji.