Organizacja Pożytku Publicznego, Adopcja kotów - Wrocław
Login:
Hasło:

Jak zostać domem tymczasowym

Tekst i Foto: Małgorzata Biegańska

Zabawy z rodzeństwem - Tosia, Tygryska i Fał

Zapewne wiele osób przeglądających stronę Fundacji zauważyło już, że często pojawiają się tu takie określenia jak "domek tymczasowy", "koty na tymczasie", "tymczasy" oraz inne dziwne odmiany i zlepki tych słów. O tym, czym jest dom tymczasowy, można dokładnie przeczytać w innym artykule. Natomiast tutaj chciałabym opisać, częściowo na podstawie własnej historii, w jaki sposób można stać się takim "domkiem tymczasowym" dla naszych fundacyjnych kotów. Na co warto zwrócić uwagę, o czym pamiętać, jakie są wyzwania i zagrożenia. W ten sposób każdy, kto nosi się z takim zamiarem, będzie mógł łatwiej wejść w tą nową, cudowną, ale i wymagającą rolę.

Pierwszy "tymczas" - pierwsze decyzje

Zaoferowanie naszym podopiecznym kawałka miejsca, w którym koty mogłyby dochodzić do siebie, to najważniejsza pomoc, jaka w ogóle ma miejsce. Nie przewyższą jej żadne datki finansowe ani dary rzeczowe, bowiem właśnie miejsce jest tym, czego w naszej Fundacji brakuje najbardziej - a przecież potrzebujących zwierząt ciągle przybywa.

Jeśli decydujesz się zabrać zwierzę (lub zwierzęta) do swojego domu, przede wszystkim musisz uzgodnić tę decyzję z pozostałymi członkami rodziny. Taki nowy mieszkaniec bardzo poważnie wpłynie na przebieg dnia w Twoim domu i nie możesz podjąć takiego zobowiązania bez zgody i wsparcia bliskich Ci osób.

Ważne jest też, żeby decyzja była pewna i dobrze przemyślana, bowiem kiedy już zwierzak zostanie u Ciebie umieszczony i rozpocznie się proces jego leczenia (jako że zazwyczaj leczenia nie da się uniknąć), a Ty po kilku dniach zmienisz zdanie, to taki kot nie będzie się nadawał do ponownego wypuszczenia. Trzeba wtedy szukać dla niego jakiegoś zastępczego miejsca, co często jest bardzo trudne i wiąże się z dodatkowym i niepotrzebnym stresem.

Niezbędny ekwipunek

Jeśli masz już kota w domu, to wiesz co jest potrzebne takiemu zwierzakowi. Pamiętaj jednak, że kot, którego przyjmujesz na "tymczas" może wymagać izolacji - np. z powodu choroby lub agresywnego zachowania względem Twoich futer. Dodatkowo Twoi rezydenci mogą nie zgadzać się na wspólne korzystanie z miseczek czy kuwety. Dlatego warto mieć w domu dodatkowy komplet tych akcesoriów. Kiedy ja zaczęłam przynosić do domu tymczasy, głównie kocięta, nasz kocur-rezydent, Stefan, miał 2,5 roku. Początkowo nie pozwalał korzystać dzieciom ze swojej kuwety, jednak z czasem każde z nich (a było ich już ponad 10) akceptował i w zgodzie chodzili razem do jednej "toalety". Ale i tak za każdym razem przez pierwszych kilka dni w pokoju musiały stać dwie kuwetki.

Jeśli na opiekę nad tymczasami decydują się osoby, które wcześniej nie miały kotów, to niestety muszą wyposażyć swoich nowych podopiecznych w pełne zaplecze logistyczne:

  • Kuweta - ja osobiście polecam kuwety kryte. Są o wiele łatwiejsze do utrzymania w czystości, koty rozsypują mniej żwirku i "aromaty" nie są tak uciążliwe. Kot, który nigdy nie korzystał z kuwety, może mieć początkowo kłopot z jej ruchomymi drzwiczkami, dlatego dobrze je zdemontować na pierwszych kilka dni.
  • Żwirek - początkowo może nie powiadać naszemu kotu - może być za gruby, za drobny, zbyt twardy. Wtedy niestety musimy szukać do skutku. Co prawda taka sytuacja ma miejsce rzadko, ale trzeba o niej wspomnieć. Aby jej uniknąć polecam na początek żwirki jak najzwyklejsze, nie drewniane ani silikonowe, tylko możliwie przypominające podwórkowy piach. I co ważne - bezzapachowe.
  • Karmienie kociąt wymaga cierpliwości i sposobu
  • Miseczki - lepiej nie dawać kotu jedzenia na naszych "ludzkich" talerzykach, ponieważ zwierzak z dworu może w pierwszym momencie przynieść ze sobą rozmaite bakterie i pasożyty. Bezpieczniej jest, żebyśmy my mieli swoje naczynia, a kot własne - ta rada dotyczy też naszych rezydentów.
  • Karma - karmę trzeba dobrać w zależności od zwierzaka, któremu dajemy schronienie. Najlepszym rozwiązaniem jest karma sucha renomowanych firm, dostosowana do wieku i trybu życia naszego podopiecznego. Jest to szczególnie ważne w przypadku kociąt i kotek karmiących, dla których produkuje się specjalne jedzonko. Czasami zdarza się, że koty początkowo wybrzydzają, że wolą szynkę z naszej kanapki lub resztki z obiadu. Niestety musimy pamiętać, iż wiele z tych zwierząt wcześniej musiało walczyć o każdy kęs, żywiło się na śmietnikach i na prawdę jadło wszystko, co się dało. Jednak nie było to dla nich ani zdrowe, ani odpowiednie. Nie należy wiec ulegać ich namowom, tylko konsekwentnie karmić kota kocim jedzeniem - w końcu się nauczy. Można również urozmaicać dietę pokarmem mokrym, jednak nie powinien on stanowić podstawowego składnika żywieniowego. Osobny problem stanowi karmienie małych kociąt pozbawionych matki - tej tematyce poświęcony jest osobny artykuł.
  • 2-miesięczna Bunia i bawi się z nieco starszą "siostrzyczką" Tris
  • Zabawki - nie ma gwarancji, że kot będzie się nimi bawił. Jeżeli nasz tymczas będzie dorosły, to może nie wykazać zainteresowania, choć zdarza się to rzadko - tak na prawdę w każdym wielkim, starym, pokiereszowanym królu podwórek jest coś z małego koteczka. Natomiast przy kociakach duża ilość zabawek jest nieodzowna - inaczej zaczną sobie adaptować do tej roli nasze domowe sprzęty i drobiazgi. Wykazując się przy tym wielką pomysłowością...

Pomocnym, choć nie obowiązkowym do "tymczasowania" elementem wyposażenia jest dużych rozmiarów klatka - najlepsze są klatki wystawowe wykonywane dla dużych psów, np. dla labradora. Taka klatka pozwala nam odizolować zwierzę w pierwszym momencie, jeśli np. jest dzikie lub reaguje agresywnie na tle stresowym. Im większa klatka tym lepiej dla podopiecznego - można wtedy zmieścić do niej kuwetę, posłanko, miski (najlepiej sprawdzają się wiszące na prętach miseczki dla dużych gryzoni). Klatka jest również bardzo dobra do przetrzymywania zwierząt po zabiegach operacyjnych - zmniejsza ilość kontuzji, których kot może się nabawić skacząc po meblach pomimo działających jeszcze pozostałości narkozy. Ja bardzo sobie chwalę posiadanie klatki również wtedy, gdy przynoszę do domu malutkie kocięta i nie jestem pewna, czy potrafią korzystać z kuwety, lub czy nie mają biegunki. W ten sposób ograniczam sobie zdecydowanie pole obserwacji ... i sprzątania.

Klatka to również bezpieczeństwo dla naszego pupila - w momencie, w którym zwierzęta się nie tolerują nie ryzykujemy starcia pomiędzy nimi. Możemy też stopniowo je do siebie przyzwyczajać, pokazując np. naszemu rezydentowi koty tymczasowane, siedzące za kratami. Gdy obie strony zrozumieją, że nie ma zagrożenia, często potrafią się polubić. Jest to bardzo ważne, bowiem życie przez kilka tygodni w mieszkaniu podzielonym na "strefę tymczasów" i "strefę rezydentów" jest niesamowicie uciążliwe.

Wolontariusze Fundacji posiadają kilka prywatnych klatek, które często "wypożyczają" osobom oferującym tymczas dla naszych podopiecznych.

Wspólna drzemka - 4 kocury w wieku od 2 miesięcy do 8 lat

Co z naszymi rezydentami?

No właśnie - nie możemy o nich zapominać. Nowe zwierzę w domu to masa nowych wrażeń, także dla naszego kota. Nie wszystkie zwierzęta dobrze znoszą takie sytuacje. Musimy więc być czujni i sprawdzać czy nasz kot nie jest osowiały, nie zajada stresu, nie popada w depresję. Lub wręcz przeciwnie - czy nie reaguje agresją nie tylko wobec obcego kota, ale także w stosunku do nas. Nie można dopuścić do sytuacji, w której człowiek będzie się bał wyciągnąć rękę do własnego zwierzaka, bo ten będzie nam okazywał swoje wyrzuty z racji innych zwierząt w domu.

Na szczęście takie sytuacje zdarzają się rzadko. W gruncie rzeczy koty to jednak stworzenia stadne i społeczne. Często więc starsze koty-rezydenci zajmują się młodszymi, słabszymi lub chorymi zwierzakami. Nasz Stefan jest niezastąpioną opiekunką do dzieci. I choć za każdym razem przez pierwszych kilka dni warczy na nowo przyniesionego kociaczka, to potem cierpliwie myje, uczy i dogląda malca, czuwając nad jego prawidłowym rozwojem.

Koty dorosłe czy maluchy?

Stefan i mały Gacek - próba sił

To jest bardzo ważne pytanie. Pomocy potrzebują koty w bardzo różnym wieku, a co za tym idzie, również ta pomoc ma rozmaity charakter. Zupełnie inaczej przyjmuje się na tymczas półdziką kotkę, która potrzebuje jedynie kawałeczka miejsca, aby dojść do siebie po sterylizacji i po 7 dniach może zostać ponownie wypuszczona w miejsce, z którego ją odłowiono. Takiemu zwierzakowi wystarczy dosłownie kącik w suchej i w miarę ciepłej piwnicy, gdzie tylko zdąży podreperować zdrowie przed powrotem "do siebie".

Inaczej z kolei musimy się nastawić gdy przyjmujemy dorosłego kota na leczenie. Często może być ono długotrwałe, wiązać się z wizytami kontrolnymi u weterynarza, z podawaniem leków - tabletek lub kropli do oczu czy nosa, z wielokrotnym czyszczeniem uszu, przemywaniem skóry lub z innymi zabiegami pielęgnacyjnymi. Wszystko zależy od stanu naszego podopiecznego i od postępów w leczeniu choroby.

Jeśli dodatkowo ma to być kot przeznaczony później do adopcji, to naszym zadaniem jest go również oswoić i zsocjalizować. Życie na ulicy pozostawia rany nie tylko zewnętrzne, ale również niszczy psychikę kotów. I to my, jako ich opiekunowie, na nowo musimy odbudować w nich zaufanie do człowieka. Takiego kota lepiej mieć przy sobie, w mieszkaniu, łagodnie ucząc go ludzkiej obecności i małymi kroczkami pokazywać, że świat może być mimo wszystko dobrym miejscem.

Dwie mamy, Ruda i Śnieżka, z 6 dwutygodniowych dzieci w DT

Kocięta to z kolei zadanie na pełen etat. Choć są małe i kochane, to jednak wraz z nimi przyjmujemy do domu wulkan energii, który będzie nas stale absorbował. Jak wiadomo kociaki rodzą się w miotach, zazwyczaj od 2 do 6. Takich miotów nie należy rozdzielać w okresie wczesnego dzieciństwa, bowiem kociaki przebywające razem lepiej się chowają, łatwiej rozwijają i mają stale towarzyszy do zabawy. Stanem idealnym jest, gdy możemy zabrać do domu matkę z dziećmi. Kotka bardzo nas odciąży w codziennych zadaniach. Będzie sama karmiła, wychowywała i myła maleństwa, a nam pozostanie tylko opieka od strony higienicznej i zdrowotnej.

Tak wyglądał nasz pierwszy tymczas - nie mając w tym względzie żadnego doświadczenia udostępniliśmy nasz dom dwóm kotkom, które wspólnie wychowywały szóstkę maluchów. I, mówiąc zupełnie szczerze, gdyby nie Ruda i Śnieżka, to zginęlibyśmy zadeptani przez te małe zarazy.

Obecność matki jest również pożądana ze względu na społeczno-psychiczny rozwój kociąt. Powinny one przebywać z kotką przynajmniej przez pierwsze 8 tygodni życia. Jeżeli przed upływem tego czasu odbierzemy kocięta matce, to mogą z nich wyrosnąć zwierzęta aspołeczne, niezsocjalizowane, neurotyczne, z zaburzeniami zachowań i bez umiejętności odnalezienia się w grupie. A to może stanowić problem nie tylko dla ich nowych właścicieli, ale też dla samych tych kotów, które w przyszłości będą miały problemy z adaptacją.

Stefan dba o czystość "swojego" dziecka

Oczywiście nie wszystkie kocięta mają tyle szczęścia, aby wychowywała je ich prawdziwa mama. Często maluchy są odbierane matkom lub nawet porzucane przez nie, kotki giną pod kołami samochodów lub zagryzione przez psy. A zostają małe, nieporadne kluski, którymi też trzeba się przecież zająć. Wtedy cała nasza nadzieja w kotach-rezydentach i w ich instynkcie opiekuńczym. Co ciekawe bardzo często ujawnia się on u kastrowanych kocurów. Wielokrotnie zdarzyło mi się obserwować jak dorosły, szanowny Pan Kocur turlał się po pokoju z małym kociaczkiem, żeby tylko zapewnić mu zabawę, jak cierpliwie mył mu futerko lub pokazywał jak polować. I choć pierwszy kontakt rezydenta z kociakiem może wyglądać groźnie, choć starszy zwierzak może burczeć, warczeć, nawet bić małego łapą lub łapać zębami i przyciskać do ziemi, to jednak trzeba im na to pozwolić, nie ingerując w proces ustalania hierarchii w stadzie. Zasada jest jedna i bardzo czytelna - póki nie ma ran, wszystko jest w porządku. Po tym ustaleniu kto jest dużym a kto małym kotem, najczęściej następuje okres dozgonnej miłości - mały jest zakochany w dużym, a ten duży, niby nie interesując się zupełnie losem małego, szuka go z zapamiętaniem we wszystkich dziurach.

Stefan i Bunia - miłość dozgonna

O tym jakie zwierzę przyniesiemy do domu na tymczas czasami decyduje również zachowanie naszego kota-rezydenta. Są takie futra, którym nic nie przeszkadza i równie łatwo akceptują pod swym dachem tymczasy dorosłe jak dzieciaki. Ale niestety czasami tak się nie da. Dla przykładu nasz Stefan, który ma bardzo silną potrzebę dominacji i jednocześnie poczucie stałego zagrożenia swej pozycji, pozwala nam wyłącznie przynosić do domu maluszki poniżej 8 tygodnia. Żadnych innych kotów nie akceptuje, a próba wprowadzenia starszego zwierzaka kończy się niebywałym stresem i wojną, w której także my odnosimy rany. Stąd, mimo naszych najszczerszych chęci, o trzymaniu kotów dorosłych możemy zapomnieć.

Zanim przyniesiesz "tymczasa" do domu

Wprowadzenie do domu nowego zwierzaka, szczególnie zabranego z ulicy, osiedlowej piwniczki czy działek, to sporo zagrożeń dla Ciebie i Twoich kotów-rezydentów. Przede wszystkim upewnij się, czy Twoje domowe futra mają aktualne szczepienia na podstawowe choroby wirusowe, bo ostatnia rzecz, której potrzebujesz podczas opieki nad tymczasem to epidemia Kociego Kataru lub innej zarazy w Twoim stadzie.

Tosia i Tygryska podczas zabawy

Jeśli samodzielnie udało Ci się złapać kota, lub pomagałeś w jego łapaniu i masz go z dworu przynieść do siebie, koniecznie idź z nim wcześniej do weterynarza. Zwierzak, zanim trafi do domku tymczasowego, powinien zostać przede wszystkim odpchlony. Bardzo ważne jest też jego możliwie szybkie odrobaczenie. Niestety większość bezdomnych zwierząt cierpi z powodu pasożytów wewnęrznych i zewnętrznych, więc jest to obowiązkowy element całej procedury. Poza tym taka kontrolna wizyta pozwoli na osłuchanie kota i możliwie wczesne zdiagnozowanie ewentualnych dodatkowych infekcji.

Dobrze by było, gdyby weterynarz od razu wydał Twojemu tymczasowi książeczkę zdrowia, w której wpisze wykonane czynności - to pozwoli na kontrolowanie historii jego leczenia od samego początku. Dotyczy to oczywiście kotów, które w przyszłości mają być przeznaczone do adopcji - jeśli tylko łapiesz kota na sterylkę, a potem wypuszczasz, to książeczka nie jest potrzebna. Jeśli przejmujesz kota od wolontariusza, koniecznie zapytaj o książeczkę zdrowia - może Ci być potrzebna przy kolejnych wizytach u weterynarza.

Choroby i problemy

Niestety koty chorują i to częściej niż nam się wdaje. Biorąc do domu zwierzę na tymczas musimy sobie zdawać z tego sprawę. Wiele schorzeń, szczególnie układu oddechowego oraz oczu, uaktywnia się po przeniesieniu kota z zimna do ciepła. Mijają dwa dni, a nasz z pozoru zdrowy podopieczny dostaje kataru, łzawią mu oczy, ma zaczerwienione spojówki lub zaczyna kaszleć. Każdy taki objaw może świadczyć zarówno o zwykłym podziębieniu, jak i o poważnej chorobie. Z kolei u małych kociaków bardzo poważnym zagrożeniem są choroby wirusowe, dające bakteryjne powikłania w układzie pokarmowym. Maluchy dostają biegunki i szybko się odwadniają. Dodatkowo bardzo ważne jest to, iż zazwyczaj trafiają one do domów tymczasowych w okresie tzw. "siodła immunologicznego", kiedy odporność nabyta z mlekiem matki zaraz po urodzeniu już przestaje działać, a kociak jeszcze nie zdążył wyrobić sobie własnego systemu obronnego. Ten trudny okres trwa mniej więcej od 4 do 9 tygodnia życia, kiedy kociaka można pierwszy raz zaszczepić. Jest wtedy bardzo podatny na wszelkie choroby i na prawdę warto w tym okresie dmuchać na zimne. Kiedy nasza szóstka kociaków zaczęła chorować, wszystko poszło lawinowo - przez dwa tygodnie codziennie siedzieliśmy na zmianę w lecznicy, donosząc tylko małe kulki na kolejne zastrzyki. Ale udało się i wszystkie maleństwa przeżyły, a dziś rozrabiają już we własnych domkach - wysiłek się opłacił.

Mała Tosia uczy się samodzielnego jedzenia

Jeśli więc zauważysz u swojego tymczasa objawy takie jak:

  • katar, kaszel, kichanie, chrypka,
  • zmrużone, łzawiące lub zaklejone po nocy oczko,
  • zaczerwienione spojówki,
  • biegunka lub wymioty,
  • wylizywanie łysych placków w sierści,
  • dziwny ciemny nalot na pyszczku lub płatkach uszu przypominający strupki,
  • brak apetytu, zwierzak jest smutny i osowiały,

nie zwlekaj ani chwili tylko jak najszybciej idź do weterynarza. Szybkie wprowadzenie antybiotyków lub innych niezbędnych leków może zaoszczędzić mnóstwa cierpień Tobie i Twojemu podopiecznemu. A w przypadku maleńkiego kociaka może to być dla niego kwestia czy uda mu się przeżyć...

Szukanie nowych domków i adopcje

Śnieżka po sterylce wśród dzieci - własnych i "przyszywanych"

To jest chyba pytanie najbardziej nurtujące każdego, kto myśli o zabraniu kota na tymczas: "Wezmę kota i co dalej?", "A co, jak nie znajdę mu domu?", "Czy będzie u mnie mieszkał już zawsze?". Te wątpliwości są zupełnie nieuzasadnione. Przede wszystkim szukanie domku nie jest obowiązkiem opiekuna z domku tymczasowego. Oczywiście jest nam bardzo miło, jeśli taka osoba się angażuje, ale generalnie szukaniem domków zajmują się wolontariusze Fundacji. To my przychodzimy do zwierzaków, robimy im odpowiednie zdjęcia, następnie wystawiamy ogłoszenia i przeprowadzamy wstępne rozmowy z ludźmi zainteresowanymi adopcją kotów. Wolontariusz jest również obecny podczas odwiedzin osoby zainteresowanej adopcją, a w momencie sfinalizowania procedury podpisuje umowę adopcyjną. Na bieżąco służy też radą i pomocą dla domku tymczasowego i stara się reagować na wszelkie problemy, które powstają na bieżąco. Fundacja NIGDY nie zostawia domku tymczasowego bez pomocy, więc nie ma się o co martwić.

Maleńki 2-miesięczny kocurek Kołek na domek czekał tylko tydzień

Nie należy również zakładać, że tylko maluchy znajdują domy. Koty to niezwykłe stworzenia, które często zjednują sobie serca równie niezwykłych ludzi. Do mnie wielokrotnie dzwoniły rozmaite osoby z pytaniem o dorosłe zwierzęta, zwłaszcza kotki. Wiele osób nie ma czasu ani siły na wychowywanie małego kociaka, ale chętnie przygarnie spokojne, dorosłe zwierzę, odchowane, bez problemów związanych z "okresem dzieciństwa". Właśnie w takich domach umieszczane są kotki, które po odkarmieniu swoich maluchów są sterylizowane i pierwszy raz w swym kocim życiu mogą spokojnie odetchnąć oraz zająć się sobą. I, uwierzcie, są nam za to niebywale wdzięczne...

Zabawy w rodzinie - mama dogląda swojej 8-tygodniowej gromadki

Tych kilka punktów nie wyczerpuje oczywiście długiej listy problemów, pytań i dylematów, z którymi zmaga się człowiek, który zastanawia się nad zostaniem naszym domkiem tymczasowym. W moim przypadku decyzja zabrała nam 2 godziny - rano, przy śniadaniu, przeczytaliśmy na jednym z for internetowych, że ósemce kotów grozi śmierć w ciągu 24 godzin, a 120 minut później, z wypakowanym samochodem i dwoma transporterami, jechaliśmy do Oławy łapać kocią rodzinę. To były nasze pierwsze tymczasy, które mieszkały u nas przez dwa miesiące, od maja do lipca. I choć dziś, patrząc wstecz, nie mam pojęcia jak daliśmy sobie z tym radę, to jednak było to wspaniałe, rozwijające i niezwykle pouczające doświadczenie, które przyda się każdemu kociarzowi. O tego czasu przez nasze ręce przeszło już ponad 20 zwierząt i wszystkie one są teraz szczęśliwe we własnych domkach. Uwierzcie - nie ma lepszej nagrody za naszą pracę...

Stefan i jego przedszkole

W razie dalszych pytań lub wątpliwości zapraszam na fundacyjne Forum - tam można podyskutować z osobami posiadającymi "tymczasowe" doświadczenie oraz zaoferować chęć pomocy. Pamiętajcie - koty czekają. Dla nich każdy dzień się liczy.